Kriyas

Cokolwiek się złego ze mną dzieje słyszę że to „oczyszczanie”. Pęka mi łeb – oh to twój organizm się oczyszcza. Mam drugi okres w ciągu 2 tygodni – to normalne, to proces oczyszczania. Mdleję w łazience na podłodze – oczyszczam się. Mam problemy z cerą, to skóra się oczyszcza. Pocę się jak szalona, to nie z gorąca, to od oczyszczania się. Opryszczka też nie jest z osłabienia organizmu tylko z jego oczyszczania się. Ja pierdykam, jak tak dalej pójdzie to będę taka czysta, że zostanę wniebowzięta jak święta Panienka.

              W trzecim tygodniu dochodzi płacz. Jestem na to przygotowana, bo widziałam już sporo osób które płaczą po kątach, albo oficjalnie na środku placu. Na mnie padło w trzecim tygodniu. Schodzę na brzeg jeziora, dzisiaj mamy klasę jogi pod palmami. Widok wspaniały, ale już po chwili wszyscy przestajemy się tym ekscytować. Ziemia jest nierówna, wiatru brak, a po drzewach skaczą wiewiórki i raz na jakiś czas rzucają nasionami i pestkami prosto na ćwiczących pod spodem kursantów.

Po relaksacji siadamy po turecku i zaczynamy modlitwę. Słowa sanskrytu mają naprawdę dziwną energię i choć początkowo w to nie wierzyłam, z czasem zaczęłam to odczuwać. Tym razem wibracja słów tak mnie wywibrowała, że z oczu ciurkiem pociekły mi łzy. Jak zaczęły ciec tak przez następne 15 minut nie mogłam ich zatamować. Jeden z asystentów nauczyciela podszedł, zapytał co się stało, gdy powiedziałam, że nie wiem, że po prostu płaczę jak kretynka, bez powodu, on uśmiechnął się ze zrozumieniem i powiedział ” to proces oczyszczania”. AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!. Jeszcze raz usłyszę coś o tym zafajdanym procesie zafajdanego oczyszczania to kogoś zamorduję! Wydłubię serce łyżeczką, albo nie bo tu nie ma sztućców, to wydrapię oczy, no cokolwiek. Ile można każdy odpał organizmu tłumaczyć oczyszczaniem. I co to właściwie znaczy i niby skąd nagle po 25 latach mój organizm wymyślił, że będzie się oczyszczał. Skąd, na starość takie durne pomysły? Wdech, wydech, uspokój się, masz być joginką a nie szogunem. Wdech, wydech. Uspokajam się, łzy jak same przyszły tak same poszły. Dalsza część dwugodzinnej klasy przebiega bez niespodzianek.

              Niestety nie jest mi dane zapomnieć o oczyszczaniu, co więcej, jutro zamiast normalnej klasy jogi, mamy klasę OCZYSZCZANIA. Poleje się krew!

              Rano nie wolno nam nawet wypić herbaty z mlekiem – pierwszego posiłku jaki mamy o godzinie 8 czyli dwie godziny od pobudki, czyli w momencie kiedy jestem głodna i co za tym idzie, zła. Nie wolno nam wybić herbaty, ze względu na nasz oczyszczanie…. Idziemy znowu na brzeg jeziora, wszyscy są podekscytowani, mi w końcu też udziela się  ten nastrój. Ciekawa jestem co właściwie będziemy robić. Jak się oczyszczać. I CO właściwie będziemy oczyszczać?

Na początku dowiaduję się o co chodzi z tymi przypałami mojego ciała i umysłu. Od trzech tygodni jemy ekologiczne, czyste jedzenie, przyrządzone  przez osoby wkładające miłość w te posiłki (to troszkę creepy), więc jedzenie posiada odpowiednią ilość prany – energii witalnej, dzięki czemu nie musimy jeść dużo, a mamy siłę i energię (ta, jasne). Jedzenie jest proste, łatwe do strawienia, nie obciąża organizmu, usuwa z niego toksyny i oczyszcza – po prostu. Asany czyli pozycje jogi oczyszczają nasze nadis, czyli kanały energetyczne, a po ludzku – nerwy. Uspokajają, wyrównują ciśnienie krwi, uelastyczniają ciało, regulują wszystkie procesy zachodzące w ciele. Brak alkoholu (!!!) i papierosów, i sexu, i mięsa, i toksyn, czyli wszystkich fajnych acz pobudzających rzeczy ale też brak codziennych problemów, rutyna, śpiewanie pieśni – to wszystko wznosi nas na inny lewel energetyczny. Ale nasze ciałko nie jest na to gotowe. Buntuje się jak może, bo przecież jest wygodnie mieć oponkę na brzuszku, piwko w rączce i talerz pełen nóżek kurczaka z KFC przed sobą.  Przez oczyszczenie energetyczne pozbywamy się złych emocji, złych myśli, złych nawyków (ta jasne, dlatego chodzę wkurzona od rana i chcę zabić każdego kto do mnie mówi, dajcie mi jeść, a nie gadacie, że staję się lepszym człowiekiem, moge być lepsza, ale po śniadaniu). No więc przez sam udział w kursie już oczyszczamy się na kilku poziomach. A dziś nastąpi oczyszczanie ostateczne!!!

Na tablicy wypisane markerem widnieją podpunkty: Neti, Nauli, Dhauti, Basti, Tratak, Kapalabathi – czyli nadal nic nie kumam, ale już wiem że to kolejne słowa które muszę wykuć na test.

Zaczynamy od Neti. Dowiadujemy się że to oczyszczanie nosa. W środku. Dostajemy małe, plastikowe czajniczki zwane Neti Pot. Wlewamy do nich ciepłą wodę z solą. Idziemy na brzeg jeziora. Przekrzywiamy głowę, wlewamy wodę do jednej dziurki, a woda sama wylewa się drugą dziurką.

Smieszne uczucie, troszkę jak przy tonięciu. Ale nie jest źle. Potem wszyscy chodzą i smarkają przez chwilę, ale rzeczywiście troszkę lepiej się oddycha. Co dalej? Dostajemy cienkie gumowe sznureczki. Mamy włożyć sobie do jeden z dziurek a wyjąć ustami, chwile poprzeciągać, a potem wyjąć i włożyć do drugiej dziurki. Dziękuję, na razie, cześć. Ja odpadam. To obrzydliwe. Ale po chwili ciekawość bierze górę, no i zawsze to jakaś fajna sztuczka jakbym chciała pracować w cyrku. Na lewą dziurkę już się udało. Na prawą już nie dałam rady. Ale i tak z 15 cm gumy było gdzieś pomiędzy nosem a gardłem. Wyciągam. Biorę wdech. Dawno nie wzięłam tak czystego wdechu. Fajne uczucie. Ale nie wiem czy to przekonuje mnie by robić to codziennie przed umyciem zębów.

Kapalabathi robimy codziennie przed jogą. To szybkie i mocne wypuszczanie powietrza, wdech zachodzi automatycznie. Pomaga oczyszczać płuca. No i daje kopa energetycznego. Basti to oczyszczanie anusa, czyli taka przaśna lewatywa. Przechodzi mnie prąd. Czy będziemy to robić?! Tutaj?! Wszyscy razem?! Ale okazuje się, ze nie i nawet nie rozmawiamy o tym zbyt wiele. Na szczęście. Chcę być nauczycielem jogi nie creepolem! Tratak to gapienie się w jeden punkt, aż polecą łzy. Można patrzeć na czubek nosa, albo na świeczkę. Generalnie oczyszczasz oczy, ale też (według nich) ze łzami wypływają twoje złe emocje, które często tworzą blokady w psychice.

Nauli to oczyszczanie jelita cienkiego i żołądka, poprzez specyficzne ćwiczenia mięśni brzucha. Stoimy w kręgach, podwijamy koszulki, tak by pokazać brzuszek, wypuszczamy całe powietrze, a potem wciągamy żołądek głęboko, jakby pod żebra, w miejsce żołądka można włożyć spokojnie dwie pięści. Potem robimy jakieś wariacje. W sensie kto robi, ten  robi. Wariacje są trudne, więc nie każdy daje sobie z nimi radę. Robimy się po tym naprawdę głodni i zmęczeni. A tu jeszcze jedno oczyszczanie Dhauti – oczyszczanie przełyku, żołądka, ust… Masakra!

Pierwsze ćwiczenie to namoczenie gazy długości pół metra, w kubeczku z ciepłą wodą, a następnie należy gazę pomału połykać, ale tak by jej końcówka została ci w palcach, No i jak całą połkniesz to potem całą wyciągasz spowrotem. Może ci się przy tym żygnąć. To norma. Patrzę z niedowierzaniem na scenę na której nasi nauczyciele na bieżąco prezentują połykanie i wyciąganie gazy.

Drugie ćwiczenie – należy wypić 8-10 szklanek słonej wody, a potem włożyć dwa lub trzy palce do buzi i wszystko pięknie i z gracja zwrócić. Nasi nauczyciele znowu prezentują to na scenie. Patrze na rzygających na scenie i ludzi i myślę, WTF, a raczej – ja pierdziule, co to jest i czemu ja na to patrze, i czemu oni to prezentują, i czemu niby my to mamy robić?! Gdy kończą swój „pokaz”, kursanci bija im brawo (?!) i nadchodzi czas na nasza praktykę. Wszyscy z entuzjazmem idą po kawałki gazy i po kubeczki, stają nad brzegiem jeziora i zaczynają „oczyszczanie”. Mamy takie Puke Party. 80 osób stojąc ramię w ramię wymiotuje, jedni po cichu inni głośno, jedni z łatwością inni się wysilają i walczą ze sobą. Na matach siedzę tylko ja i może ze dwie inne osoby. Nauczyciel podchodzi i pyta się w czym problem. Nie mogę powiedzieć, że po prostu się brzydzę. Na szczęście/nieszczęście mam niedomykalność strun głosowych spowodowaną suchością krtani i wymiotowanie może mi ją tylko wysuszyć jeszcze bardziej. Tłumaczę się więc i jestem zwolniona z lekcji rzygania. Ale za to mogę sobie popatrzeć na innych – ale czad!

Śniadanie jest wyjątkowo lekkie, po takich wygłupach trzeba bardzo uważać na to co się je. Przez cały dzień mam straszny ból głowy i jestem przeraźliwie zmęczona. Nogi uginają się pode mną, oczy same się zamykają, łzy znowu ciekną ciurkiem, a razem ze łzami, wylatują resztki słonej wody z nosa. A może to po prostu smarki? Wszyscy są zmęczeni. Chodzimy jak banda zombie, słaniając się i przysypiając.

Ale to przecież NORMALNE! To proces oczyszczania! Cokolwiek dzieje się z tobą, jest to dobre i konieczne dla ciebie. Twój organizm się oczyszcza.

***

Po miesiącu stwierdzam, ze coś w tym jest. Mój umysł jest spokojny, moje ciało elastyczne, paznokcie twardsze i zdrowsze, włosy niestety mam spalone od farbowania więc nawet magia ashramu im nie pomoże, ale skóra na całym ciele jest gładka. Nie mam najmniejszej ochoty na mięso, na alkohol, na papierosy. I choć jestem niesamowicie zmęczona, to czuję duża zmianę. Zmianę na dobre. Na fajniejsze. Może warto by było kontynuować chociaż część ashramowych nawyków ? Nie muszę wstawać o 5 rano i budzić mojej rodziny tamburynem i śpiewaniem hinduskich pieśni, ale trzasnąć codziennie godzinną jogę, czasami pomedytować, a czasami wyczyścić nosa – why not? 😀

Reklamy
Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: