po 26h w pociągu może być tylko gorzej…

 

Przetrwałam 26h w chińskim , tłocznym, szalonym pociągu. Dojeżdżam do miejscowości X. Stąd muszę złapać autobus do Datong. Jest prawie pólnoc. Do Datong będę jechała krótko, tylko 5 godzin. Trzecia noc z rzędu spędzona bez łóżka?!

Student został moim dobrym przyjaciele. w końcu 26h siedzieliśmy na przeciwko siebie, oddaleni od siebie małym stołem, patrząc sobie w oczy, jedząc i nadal patrząc, śpiąc, budząc sie i widząc siebie nawzajem. Po takim przeżyciu czujesz że drugi człowiek staje się jakby rodziną, pociągową, zmęczoną rodziną. Nie zdziwiło mnie więc, że zaoferował mi swoją pomoc w złapaniu autobusu. Albo pociągu. Sam ma 40 minut do odjazdu swojego pociągu, bo jego podróż też się tu nie kończy. Wychodzimy na peron. Chłopak łapie mnie za rękę, żeby mnie nie zgubić w zwariowanym tłumie. Idziemy na zewnątrz. Tłum kobiet podbiega do nas drąc się i  oferując noclegi. Wiem, bo mają w rękach folderki ze zdjęciami świetnych pokoi i wygodnych łóżek, o których tak marzę. Chłopak krzyczy na nie i idziemy dalej. Najbliższy pociąg mam o 5 rano. Biegniemy więc kilka przecznic dalej na stacje autobusową. Ostatni autobus odjechał… Jakie to oczywiste. Tę noc muszę spędzić tutaj…

Wracamy. Chłopak ma około 20minut do odjazdu pociągu. Idąc mijamy kilka hoteli, ale on powtarza, że są bardzo drogie. Znów wpadamy na grupę wrzeszczących bab z folderami hotelowymi. Student dogaduje się z jedną z nich. Tłumaczy mi troszkę, że w hotelach nocleg kosztuje około 300 juanów, a ona ma dla mnie miejsce za 50. Idziemy. Po drodze chłopak z kobietą rozmawiają, co dla mnie wygląda jakby się kłócili.

Przechodziliśmy przez 4 pasmową drogę, na czerwonym świetle. Czułam się jak w grze komputerowej. Przejść jeden pas, jak szaloną rwącą rzeke, poczekać chwilę między prądem rwących aut, i znów postarać się przejść kolejny pas. Misja – nie dać się zabić. Zamknęłam oczy. Byłam już taka zmęczona i wystraszona, ze przestało mi zależeć. Chłopak prowadził mnie za ręke, a ja szłam, nie widząc nic. Słyszałam za to aż za dużo. Trąbiące wściekłością auta. Krzyki kobiety i chłopaka. „Może oni chca mnie sprzedać jako niewolnika? Skąd wiem, gdzie mnie prowadzą?” Chłopak przestał mi tłumaczyć cokolwiek, tylko ściska mnie za nadgarstek i prowadzi.Potykam się o cos, to krawężnik. Bardzo się ciesze na twój widok krawężniku – myślę sobie.

Wchodzimy w ciemną uliczkę, tłusty szczur wyżera coś spod śmietnika. Nawet na nas nie patrzy, a już na pewno się nas nie boi. Ulica jest ciemna, ale przed nami z prawej strony sa otwarte drzwi, z których wylatuje mocna struga światła. Przed drzwiami siedzi facet, paląc papierosa krzyczy na małą dziewczynkę bawiącą się czymś na brudnej ziemi. „Czemu ta mała nie śpi? Przecież już prawie 1 w nocy”. Wchodzimy do budynku. To nie jest hotel. To obleśny, betonowy blok. Kobieta wsadza nas do windy, jedziemy na 3 piętro. Może czwarte? Wysiadamy. Prowadzi nas na koniec korytarza, potem w lewo. Otwiera jakieś drzwi.

Pokój za dzrzwiami jest mały, ciemny, stoi w nim tylko łóżko przykryte folią, na łóżku siedzi okropnie gruby mężczyzna, ubrany w przeżółkły podkoszlek na ramiączkach. Ogląda coś w telewizorze, zawieszonym pod sufitem. Kobieta krzyczy teraz na niego, mi się robi słabo, za mną stoi student, puścił mnie już, ale ja nawet nie mam siły uciekać.

Gdy przywykłam do ciemności, zobaczyłam, że na wprost są jedne drzwi a na ścianie po lewej drugie. Kobieta prowadzi mnie do tych na wprost. Tam jest drugi pokój. Umeblowany tak samo: łóżko i telewizor, ale ma też łazienkę za małą kotarką. Drzwi do pokoju nie zamykają się. Kobieta Podchodzi do mnie, patrzy mi prosto w oczy i cichutko i nerwowo coś mówi. Student tłumaczy, ze jednak muszę zapłacić więcej, po czym dodaje, ze on już musi lecieć bo ma zaraz pociąg. Nie wiem co robić, jestem już taka zmęczona. Siadam na brzegu łożka. Wyciągam już kolejne pieniądze, gdy drzwi z trzaskiem się otwierają wpada gruby pan, już spocony z wysiłku jakim jest dla niego wstanie z łóżka. Krzyczy do kobiety, ona do niego. Student nie tłumaczy mi nic. Stoję dość przerażona. Kobieta krzycząc łapie mnie za rękę i wyszarpuje z pokoju. Ledno zdążam ubrać plecak. Wychodzimy z tej meliny, a kobieta krzyczy dalej, a student drepcze za nami. Gdy odwracam się i patrzę na niego pytająco odpowiada tylko: zdecydował nie dawać noclegu białemu człowiekowi…

Student pobiegł na swój pociąg. Kobiety przestały mnie zaczepiać, widać moja pośredniczka zdążyła im wszystko opowiedzieć. Stoję tam gdzie zaczęłam. Na stacji kolejowej. Jest już po 1 w nocy. Rozglądam się i widzę MacDonalda. McFlurry – to mój jedyny cel.

Wpadam do środka. Widzę duże zdjecie McFlurry, pod nim podpis „McFlurry”, więc mówię:

– I would like MCFlurry…

– sbcsdivbaidsbvidbfadsnvadjnvapfheriu- słyszę w odpowiedzi.

-yyyyy, MC-F-L-U-R-R-Y. Mówię spokojnie.

-sdvbaisdbvasbvljn

Fuck! Czy naprawdę nie potrafią powiedzieć i zrozumieć MFFlurry, chociaż mają napisane nad głową McFlurry, to oni muszą to tłumaczyć na swoje i uprzykrzać życie. Stoje załamana. Pokazuję jej palcem zdjęcie dużego loda z lionem i polewą. Ona nic sobie z tego nie robi. Trafia się na szczęście gentelmen w kolejce który łaskawie mówi, ze chętnie pomoże. Zamawia mi to piepszone MCFlurry, którego mi się już odechciało, no ale zawsze fajnie o 1 w nocy, gdy nie ma się co ze sobą zrobić- zjeść loda.

Idę do pobliskiego hotelu. Już mam głupawkę. Macham ludziom, tańczę i śmieję się. Boshe-czy ja wrócę normalna do domu? Czy są jakies szanse dla mnie?

Wchodze do hotelu o ewidentnie angielskiej nazwie. Więc ewidentnie po angielsku pytam,  czy mają wolne pokoje. Panie za ladą chichoczą – znaczy się ewidentnie nie mówią po angielsku. Podchodzę więc do cennika wiszącego na ścianie (również napisanego po ang.) pokazuję najtańszy pokój, kiwają że nie ma i śmieja się, troche droższy- nie ma, najdroższy- nie ma. Dziękuję i wychodzę. Zdesperowana wybieram olbrzymi i elegancki hotel po drugiej stronie szalonej drogi. Tym razem jednak czekam na zielone światło. Niewiele to daje, bo kierowcy nie mają poważania dla zielonych świateł i przechodniów, ale wiem, ze nie zginę z własnej winy i głupoty. No może troszke, bo głupotą sa takie podróże….

Wchodzę do hotelu, czerwony dywan, złote zdobienia, kryształowy żyrandol, goście w garniturach opiją whisky…. Podchodzę do recepcji:

– do you speak english? – pytam wiedząc, że pewnie usłyszę chichot.

– yeas, of course – pada w odpowiedzi.

Dostaję pokój, z wielkim łożkiem, piękną łązienką z najwspanialszym prysznicem, i płakać mi się chce, że tu jestem i że moge odkręcić kurek i usłyszeć płynącą wodę i mogę czysta POŁOŻYĆ SIĘ w ŁÓŻKU! To wszystko jest jak piękny sen. Co więcej rano, czeka mnie śniadanie, bilet na autobus ma być już na recepcji, a ja jedyne co muszę, to wyspać się.

Leżąc dziękuję wszechświatowi, że to wszystko skończyło się tak dobrze, mimo wszystko. Wtulam się w miękką pościel i wiem, ze to będzie jedna z piękniejszych nocy w moim życiu.

Reklamy
Categories: chiny, dom | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: