trzydziestoletnie dziecko

Bycie chorym jest jak wakacje u niezbyt lubianej cioci. Z jednej strony wypoczywasz i cieszysz się z obiadków przynoszonych do łóżka, z drugiej strony wkurza cię, że nie są to wakacje na jachcie na Karaibach, tylko przymusowe kiblowanie w bloku na Śląsku. Podobnie z chorobą, fajnie jest odpocząć, ale nie fajnie się podczas tego odpoczynku męczyć katarem gorączką i spoconymi stópkami.

Ale żeby wykorzystać ten czas jak należy, zwykle wtulam się w lśniące, perłowe futro Smoka Falkora, ubieram szalik z Gryffindoru i z pierścieniem na łańcuszku zawieszonym na szyi, wchodzę przez szeroko otwarte bramy do Krainy Dzieciństwa.

Z wypiekami na policzkach wspominam moment gdy mama przynosiła nową telegazetę a ja zakreślałam długopisem wyczekiwane od dawna filmy. Im więcej o tym myślę, tym więcej tytułów pamiętam. Niektóre napawały mnie strachem, ale i tak przez przymknięte powieki oglądałam do końca, tak jak Labirynt z Davidem Bowie, albo Legenda z Tomem Cruisem…

Jeden z piękniejszych filmów dzieciństwa… A potem Willow zagrał profesora Flitwicka. 🙂

W niektórych bohaterach kochałam się potajemnie, jak w Atreyu z Never Ending Story czy w Martmartiganie ( młody Val Kilmer) w filmie Willow. Niektóre znałam wręcz na pamięć jak Babe Świnka z Klasą, albo Beethoven. Jumanji budziło we mnie chęć przygody i podróżowania, a Hook z Robinem Williamsem uczył, że nie warto dorastać…

Legenda, ponoć „pierwszy film Ridleya Scotta, który mu nie wyszedł”, ale ja tam wspominam go dobrze. Widzieliście?

No i teraz mam kawałek duszy która ciągle jest dzieckiem, kawałek który nadal płacze rzewnymi łzami na bajkach, wierzy w szczęśliwe zakończenia romantycznych komedii i wie, że jednorożce istniały, tylko ludzie je wytłukli w średniowieczu.

Mówi się: ” Nie dorastaj to pułapka!” A jednak, bycie dzieckiem w dorosłym ciele to też niezbyt łatwa sprawa.

Kiedy byliśmy w Japonii, w Osace, znudzeni siedząc w knajpce, czekając na kolejny dzień, który miał zabrać nas samolotem na egotyczną wyspę Okinawę. Gdy nagle na Facebooku wyskoczył mi link do reklamy, „Miasteczko HARREGO POTTERA w Universal Studio w Kioto…” Są takie chwile gdy nie liczy się nic, zdrowy rozsądek, pieniądze, zdrowie… Złapaliśmy się z Maciejem za ręce, by tłum na ulicy nas nie rozdzielił, biegliśmy w lekkiej mżawce, do metra, Maciej jedną ręką googlował, którą linię złapać. Pociąg jeden, przesiadka, drugi, autobus. Nie pamiętam drogi. Patrzyłam ciągle na zegarek, a czas płynął szybko, jakby był zaczarowany… Jedna kasa była otwarta, kupiliśmy bilet na cały dzień, by spędzić ostatnie dwie godziny do zamknięcia parku w Hogwarcie… z czego 45 minut w kolejce do najbardziej niesamowitego rollercoastera, jakiego w życiu widziałam. Na nos włożyłam okulary 3D, gdy nagle szarpnęło. Wzbiłam się w powietrze, leciałam na miotle z Harrym, że uciekałam z nim przed smokiem, nagle graliśmy w Quidditcha, wyciągnęłam rękę po błyszczący znicz… Kiedy zdjełam okulary Maciej zobaczył łzy płynące po mojej twarzy…

-To od okularów 3D, rozbolały mnie oczy – powiedziałam. Przytulił mnie mocno…

W naszej ostatniej podróży do USA znowu mieliśmy okazję odwiedzić Hogsmede w Universal Studio, tym razem zaplanowaliśmy cały dzień.

Kremowe piwo, jutro robię takie w domu, jak wyjdzie to napisze Wam przepis. Ktoś chętny?

Po wypiciu trzech karmelowych piw, zakupie szalika z Gryffindoru i obowiązkowej kolejce górskiej (która w USA jest niestety gorsza od tej z Japonii), Maciej usiadł w cieniu umęczony, a ja odkrywałam każdy zakamarek wioski, sklep, sowiarnię, każdą atrakcję…

-Maciej zrób mi jeszcze zdjęcie przy Hogwart Express – zawołałam.

Maszynista uśmiechnął się do mnie, spojrzał na mój szalik i powiedział

-Hi Gryffindor! – i uścisnął mi dłoń.

Łzy pojawiły się same, odkąd skończyłam 11 lat i przeczytałam pierwszą część HP, czekałam na te słowa… Mam 30 lat i mam zapłakane zdjęcie przy sztucznym pociągu, z przebranym animatorem…

– Wszystko w porządku? -Zapytał pan
– Tak, płacze z radości…
– Ach, jak z radości, to w porządku … ❤

Mówią „nie dorastaj”, a ja mówię, nie jest łatwo być trzydziestoletnim dzieckiem 😉

2 uwagi do wpisu “trzydziestoletnie dziecko

  1. Małgosiu, świetne wspomnienia. Urzekły mnie. Gratuluję. Zawsze w Ciebie wierzyłam.
    Twoja nauczycielka języka polskiego ze szkoły podstawowej -M. S.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s