Styczeń, sryczeń

Gdyby styczeń 2019 roku był potrawą, byłby serem żółtym, który spleśniał i udaje ser pleśniowy. Gdyby był wakacjami, byłby tygodniem nad polskim morzem w największy deszcz. Gdyby był częścią garderoby, byłby zgubioną, czarną rękawiczką…

W pierwszy miesiąc roku zawsze wchodzę pełna nadziei na lepsze, pełna gotowości na zmiany, z wysoko uniesioną głową i uśmiechem na twarzy. Gotowa na wszystko co przyniesie nowy rok.

Niestety rok 2019 okazał się być strasznym skurwysynem.

Nie pozostawił na mnie suchej nitki, a i zatrząsł kilkukrotnie całą Polską.

Po tragicznej śmierci dziewczyn w Escape Roomach, przez paniczne kontrole i zamknięcie setek pokoi zagadek, przez kolejną tragiczną śmierć prezydenta Gdańska, przez rezygnacje i powroty Owsiaka, aż po śmierć mojej ukochanej babci Janki…

Babuchna Janka w swojej sesji do książki Zielona Sukienka ❤

Były dni, że zakopana pod dwoma kołdrami byłam pełna nadziei na bliski koniec świata. Były momenty, że rozdzierałam koszulę. Były momenty, że dusiłam się od łez. Ale styczeń nie przejmował się tym. Trwał sobie dalej, z ironicznym uśmiechem zrzucając na mój świat kolejne cierpienia. Mąż z zapaleniem dziąseł i trzydniową opuchlizną na twarzy. Samochód który nie odpala pomimo wymiany akumulatora. Puste pokoje w pensjonacie, czekające na turystów. Dotacja unijna do rozliczenia pełna błędów do poprawki.

Maciej po kanałówce, dzień 2

Dzisiaj jest ostatni dzień stycznia. Nie mówię jeszcze HOP. Jeszcze chłopak ma kilka godzin, żeby mnie czymś zbombardować. Jestem gotowa, zbudowałam w pokoju bazę i czekam na luty. I robię rachunek sumienia…

Miałam pisać codziennie, przez 31 dni. Ilość jednak dni żałoby w tym miesiącu, odsunęła mnie od komputera i pisania, a posadziła na fotelu przy kominku z własnymi myślami. Czasami lepiej nie komentować. Czasami lepiej pomilczeć. I to jest dobra lekcja, jaką wyciągam z ostatnich wydarzeń. Kolejna nauka – pokora. Jak często powtarzam „ty masz plan, ale bogowie mają lepszy”. Nie zawsze to co sobie zakładamy, ma szansę się zrealizować. Możemy się poddać, skoro nam nie wychodzi, a możemy pomimo wszystko próbować dalej. Zachowam w duszy spokój grabarza i róbię swoje.

Ale prawdą jest też, że wydarzyło się wiele dobra. A i czasami z tragicznych wydarzeń, wyniknęło dobro. Tylko nie pozwólmy by wszystko co się stało poszło na marne. Ostatnia Puszka Adamowicza jest jedną z takich dobrych, ciepłych myśli…

Co dobrego przyniósł mi ten czarny styczeń? Udało nam się pomóc seniorom, w naprawdę biednym Zakładzie Opieki Społecznej na Śląsku. To był magiczny dzień. W Łodzi zamknięto dom dziecka, bo wszystkie dzieci trafiły do rodzin zastępczych. Owsiak wrócił do Orkiestry. Niski sezon w pensjonacie wykorzystujemy na remonty… opuchliznę męża, zamieniliśmy w dwudniowe byczenie się w łóżku. Nie jest źle. Słońce wschodzi i zachodzi, czas nieubłaganie płynie, a my jedyne co możemy zrobić to iść dalej.

cudowni Seniorzy z ZOLu w Świętochłowicach


4 uwagi do wpisu “Styczeń, sryczeń

  1. Wydarzenia były koszmarem, ale mieszkam w Gdańsku i solidarność ludzi, to bycie razem w ciszy, w smutku, ale RAZEM było naprawdę magiczne. Wiele pięknych cytatów padło, wiele trudnych ale bardzo mądrych słów. Bardzo smutny czas, ale jednocześnie bardzo piękny.
    Z totalnie innej beczki… odkryłam że brałaś udział w ‚ugotowanych’ 😀

  2. Dla mnie takim trudnym czasem był poprzedni rok.. I cały czas „siedzę jak na szpilkach” bojąc się co przyniesie kolejny…

    Życzę dużo radości mimo wszystko…
    I bardzo zazdroszczę tej więzi z babcią.
    Dużo uściskow ❤️😘

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s