Libertad znaczy wolność

czytając słuchaj : https://l.facebook.com/l.php?u=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DJNYOVEXJBBM%26fbclid%3DIwAR2HeGyPirNjFS8kI2ZJtOuW06wJ4CnB94LDDZ46hw9fLVFqXv-3Mw7-QUw&h=AT0IlO_5CsaLkX117BU3IlwzVgY8IM8B4TPlWtnBQOg0VLSRdyhdin6lqEW8hm4VRHh-m8E5UWVPX6YlIaGjyFMQDWXLt5A2mz-1anAYreStntQML-n69opMLPpYKywo6QSaaEHv

Ocknęłam się zaraz po kliknięciu przycisku „zapłać”. Chwilowe zamroczenie, trwające tyle ile potrzebujesz czasu na zakupionego jednego biletu w promocji na Kubę, minęło. Siedziałam zesztywniała przed laptopem. Co się właściwie stało? Próbowałam sobie przypomnieć motyw jaki mną kierował. Ale w mojej głowie było czarno. Poczułam się jak alkoholik, który próbuje nie pić i nagle zdaje sobie sprawę, że nie pamięta kiedy wypił te pół litra wódki, które stara matka chowała przed nim w szafce. Ok, skoro kupiłam bilet, jeden, na Kubę, w środku sezonu turystycznego, w czasie gdy mamy najwięcej pracy, to trzeba to jakoś poukładać. Musze powiedzieć mojemu, wtedy jeszcze narzeczonemu, że lecę sama na Kubę. Muszę powiedzieć pracownikom, że pierwszy sezon jaki wspólnie mamy przetrwać w turystyce, zaczniemy od mojej tygodniowej absencji. Muszę poczytać coś mądrego o Kubie, spakować się i bawić się najlepiej jak się da. Sama. Bo przecież jestem samotną podróżniczką i w niejednym wywiadzie powtarzałam, że nawet jak będę miała męża i dzieci, to będę podróżować sama.

Hostel w tej starej, nie odrestaurowanej i mało turystycznej części Hawany był tani. Przynajmniej miejsce w pokoju wieloosobowym było tanie. A przecież zawsze podróżując sama, właśnie w takim pokoju rezerwuje łóżko. Pani Camila, starsza Kubanka nie mówiąca po angielsku, dogaduje się ze mną mową ciała, więc wydaje mi się, że wszystko rozumiem. Przy wyjściu ściska mnie mocno, szybko mówi coś po hiszpańsku i całuje mnie w policzek.

Jeden z podrywających mnie kawalerów 🙂

Śniade, uśmiechnięte twarze mężczyzn, którzy siedzą na każdym progu i na każdym narożniku i każdym skrzyżowaniu rozjaśniają się na mój widok. Chłopaki gwiżdżą i wołają za mną. Śmieję się w głos i rozdaję radosne uśmiechy na prawo i lewo. Po godzinie spaceru docieram do Malecon, promenady nadmorskiej, wzdłuż której spacerują i turyści, i mieszkańcy stolicy. Siadam na murku, splatam nogi w połowiczny kwiat lotosu, czyli mówiąc kolokwialnie, siadam po turecku. Odpalam papierosa i obserwuję. Piękne, młode Kubanki śmiejące się zalotnie do swoich kolegów. Chłopcy popisujący się przed dziewczynami. Naciągacz z cygarami spod pazuchy, zagadujący turystów.

-You want to dance? 💃 – Pyta mnie chłopiec o dużych, brązowych oczach. Nie mija chwila, gdy w rytmie muzyki puszczonej z telefonu przez jego kolegę, tańczymy na promenadzie. On prowadzi jak szatan, ja depczę mu po palcach. Młodzież, pewnie jego znajomi, biją nam brawo i śmieją się.

Zanurzam się w Starą Hawanę, daję się wchłonąć starym uliczkom, zewsząd dobiegającej muzyce, zapachom jedzenia, śmiejącym się ludziom. W końcu siadam w jednej z knajpek, w budynku w stylu kolonialnym, z otwartymi olbrzymimi oknami, tak że siedząc w środku, masz wrażenie jakbyś siedział na wielkim, zadaszonym tarasie. Zamawiam mojito, 13:00 to dobra godzina na wypicie pierwszego drinka. Zapalam papierosa. Moja dusza śmieje się. Knajpka jest pełna turystów, głownie Amerykanów. Miejsc przy stolikach już nie ma. Zaczyna się pokaz tańca, piękna ona, piękny on. W szalonym uniesieniu tanecznym.

Liam w muzycznym geście

-Można się dosiąść? – odwracam głowę i widzę dwóch staruszków, w eleganckich, jasnych, lnianych garniturach, w jasnych kapeluszach, z cygarami w zębach i z siwymi włosami. Po chwili taniec przestaje być ważny, rozmawiamy ze sobą tak, jakbyśmy znali się sto lat. Obaj są profesorami na uniwersytecie w Teksasie. Liam wykłada literaturę, Ethan ekonomię. Pokaz tańca dobiega końca, piękna, drobna tancerka podchodzi do kogoś z tłumy i zaprasza do tańca, tancerz podchodzi do mnie, wyciąga rękę, patrzy zachęcająco. Łapię go za dłoń i przed całą knajpką pełną turystów tańczymy w dwie pary. Wszyscy się śmieją, biją brawo, zaczynam upijać się słońcem, radością, wolnością… Wolnością na Kubie…

Kuba, zamieszkana dawniej przez Indian – Karaibów, Tainów i Sibonejów, od czasów gdy postawił na niej swą nogę Krzysztof Kolumb, mogłaby zapomnieć o wolności. Hiszpańscy kolonizatorzy wycięli w pień ludność lokalną, sprowadzili tysiące czarnoskórych niewolników, sprawiając, że wyspa stała się jednym z ważniejszych punktów handlu niewolnikami w Nowym Świecie. Rząd Hiszpański panował tutaj do polowy XIX, kiedy to zaczęły budować się trzy grupy: tych co chcieli by zostało tak jak jest, tych co chcieli by Stany Zjednoczone wchłonęły w siebie Kubę i tych co wierzyli w niepodległość. W 1869 roku zorganizowano niepodległościowe powstanie, które przerodziło się w trwającą prawie dziesięć lat wojnę, wojnę o wolność, o miejsce w rządzie dla Kubańczyków, o zniesienie niewolnictwa. w 1898 roku na szachownicy pojawiły się Stany Zjednoczone, które wygrały wojnę z Hiszpanią na wyspie, ale zastrzegła sobie ingerencję w sprawy wewnętrzne państwa. Po kilku latach szarpania się ze Stanami Zjednoczonymi, Kuba przechodziła z rąk jednego dyktatora w ręce drugiego. Znacie pewnie takie nazwiska jak Batista czy Castro. Castro zbliżył politykę pod wpływem wschodniego wiatru i Kuba stała się przyjaciółką ZSSR, Stany zerwały stosunki dyplomatyczne i wprowadziły embargo, czyli zakaz handlu pomiędzy Kubą a USA. Embargo z resztą trwa do dziś. Tak jak rządy jedynej, słusznej partii, która rządzi na Kubie nieprzerwanie od dziesiątek lat. Mieszkańcy nie mają Internetu, a napiwek w wysokości dolara amerykańskiego pozwala utrzymać im siebie przez kilka dni w kubańskiej walucie. Mieszkańcy nie mają też praw, a ogólnie przyjęte na świecie prawa człowieka, są tu deptane niczym gnijące już śliwki.

Czym jest więc kubańska wolność? Zadartą dumnie głową, tańcem na ulicy, rumem pitym w środku dnia, palonym o zachodzie słońca cygarem, wykradzionym z fabryki, w której pracują po 14 godzin. Wolność jest stanem ducha, chwilą zapomnienia się w tańcu, w piciu, w śmiechu, w życiu. Bo można odebrać nam wolność, ale poczucia wolność w nas, nigdy się nie nam odbierze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s