Jakim (nie) być turystą :D

Wyrwałeś w końcu kilka dni wolnego od swojego skąpego szefa i wraz z rodziną udajecie się na odpoczynek, najlepiej w wersji slow, cokolwiek to w sumie znaczy. Ale słówko jest modne, a slow miejscówki wyrastają jak grzyby po deszczu, więc, żeby móc się chwalić swoim hipsterstwem po urlopie, wybierasz właśnie takie miejsce! Przyjeżdżacie zadowoleni, że miejsce ciche, więc jak puścicie Rihanne ze swojego JBLa to pięknie poniesie się po hali czystym dźwiękiem. Jedzenie smaczne, co więcej w formie bufetu, więc można narobić kanapek na cały dzień spacerowania po pobliskich lasach. Wasz Burek też jest zadowolony, bo może w końcu z wami pobyć na urlopie, a nie jechać do babci do bloku, radośnie więc znaczy teren dookoła obiektu, a kupę stawia dokładnie na środku klombu z różami. Śmiejecie się w głos, jaki to on jest francuski piesek, i idziecie zadowoleni po przygodę….

Prowadząc starą wille w lesie, gdzie zasięg zanika między drzewami, ptaki od piątej rano nie dają spać, a droga do rzeczywistości jest dziurawa, leśna i pełna przeszkód, byłam pewna, że ludzie, którzy odwiedzają nasze miejsce, są fajni. I duża grupa odwiedzających jest fajna. Nie przeczę. Zawiązują się miedzy nami znajomości, czasami nawet przyjaźnie, a nasi goście wracają do nas rokrocznie. Jednak jest niewielki procent ludzi, którzy zaskakują! Oto kilka przykładów, tego z czym mają do czynienia polscy hotelarze:

  1. Kradzież. Zacznijmy z grubej rury. Drogi gościu, nie kradnij. Zabranie pamiątkowego kufla do piwa jest kradzieżą. Zabranie łyżeczki do cukry ( te giną na potęgę! Chyba, że zjada je zmywarka, niczym pralka skarpetki, to wtedy przepraszam za osąd ) to jest kradzież. Ręczniki nie są drogie, jeśli stać cię na wakacje w pensjonacie/agroturystyce/hotelu/ gdziekolwiek poza domem, to stać cię na 39,90 na wydanie na ręcznik w Jysku. Uwierz w siebie. Idź do sklepu i kup. Dasz radę! A jeśli myślisz sobie: no właśnie, ręczniki nie są drogie, więc nie zubożeją właściciele jeśli jeden sobie wezmę – to pomyśl, że takie podejście ma sto osób rocznie. Albo i więcej! Jeśli nie masz w domu pościeli, a nie masz czasu iść do sklepu i kupić, powiedz właścicielowi obiektu, że chcesz jedną wziąć i czy możesz za nią zapłacić. Nie wynoś jej pod osłoną nocy do samochodu. To naprawdę nieeleganckie.
  2. Twoje dziecko, twoja sprawa. Jeśli nie jesteś dumnym rodzicem, możesz ominąć ten podpunkt. Kolejnym bulwersującym bowiem tematem są dzieci. I nie chodzi tu o maluchy które nie mają wpływu na to czy akurat płaczą, czy śpią, ale o dzieci już komunikujące się ze światem w sposób werbalny. Maluch depczący rabatki, grający w piłkę w sali kominkowej, wchodzący co chwilę na zaplecze pracownicze lub do kuchni, nie jest uroczym, ciekawym świata brzdącem. Jest niszczycielką siłą, którą wy, jako rodzice, musicie ogarnąć. Oczywiste jest, że będąc na wakacjach chcecie odpocząć, a uganianie się za własnym dzieckiem, nie mieści się w waszej wizji wypoczynku, ale dlaczego mają na tym ucierpieć inni goście, albo obsługa? Dzieci mają się bawić, mają być brudne, z podrapanymi kolanami i z głowami pełnymi bajek. Ale nie mogą być wszystkowiedzącymi wyroczniami, które same decydują, o tym czy rzucić w szale pilotem od telewizora o ziemię w ramach ukarania rodzica, który nie zgadza się na kolejną bajkę, czy lepiej zostawić rodziców w spokoju i poskakać w butach po wiklinowym zestawie ogrodowym.
  3. Jak ogarnąć bufet umysłem? Bufet, szwedzki stół, posiłek nieporcjowany, wystawiony na stołach/meblach/ladach dostępny dla każdego kto uiścił, w niekończących się porcjach. Jak to ogarnąć głową? Tyle jedzenia? Na raz? Nie mieści się ani w głowie ani w brzuchu. Dlatego sprytnie robisz kanapki, bierzesz kilka kawałków ciasta i zawijasz w jednorazowe serwetki, by schować do swojej torebki. Do ręki ostentacyjnie bierzesz jeszcze owoc, bo nie zjadłeś podczas śniadania, a przecież ci się należy. Jak psu buda. Otóż nie. Nie należy ci się. Taki czyn również mieści się w paragrafie „kradzież”. Dlaczego? Opowiem Wam pewną historię… Grupa 30 osób, dostała około 60 porcji śniadania w formie bufetu. W takiej proporcji, zwykle połowa produktów wraca na kuchnię. Jednak tego dnia grupa szła na całodniową wycieczkę w góry. Każdy kto zszedł na śniadanie robił sobie po kilka złożonych kanapek na drogę. Okazało się, że 200% porcji zniknęło, zanim ostatnia osoba dołączyła do posiłku. Ostatnia osoba była oburzona, że zabrakło niektórych produktów. Do jej oburzenia dołączyli pozostali, z siatkami pełnymi chleba, bronili głodnego kolegi. Zapytałam wtedy jakie posiłki mają u nas opłacone. Powiedzieli, że tylko śniadanie. Jakim prawem więc, zapewniają sobie w cenie śniadania, posiłki na cały dzień? Drugie śniadanie nie zostało opłacone a widzę je w reklamówkach. Wystarczyło poinformować wcześniej, że będzie potrzebny suchy prowiant, doliczylibyśmy do rachunku, przygotowalibyśmy więcej jedzenia. Od tej pory podczas śniadań stawiamy małą kartkę z napisem „kanapka na wynos- 5zł”. Mózg bufetowego Janusza, ogarnia wtedy, że jeśli weźmie i nie zapłaci, to znaczy, że ukradł. A on przecież nie jest złodziejem.
  4. Dlaczego muszę za to zapłacić? To pytanie nie powinno się pojawiać. Zwykle, jeśli musisz za coś dodatkowo zapłacić, to znaczy, że gospodarz ponosi w związku z tym jakieś koszty. Palenie ogniska to świetna atrakcja, ale nie każdego gospodarza stać na to, by dać wam drewno za darmo. Drewno kosztuje. Nawet jeśli mieszkasz w lesie, za drewno opałowe płacisz. Niestety lata gdy twój dziadek szedł do lasu z siekierką, a jego koń wracał z trzema brzozami ściętymi w pierwszym z brzegu lasu, skończyły się. A podgrzanie jedzenia z imprezy, z dnia wcześniej? Przecież prawnie to jedzenie jest twoje, bo raz juz za nie zapłaciłeś, a przed wyjazdem chciałbyś, żeby twoi goście dojedli to co zostało. Świetny pomysł, bo głupio, żeby jedzenie się zmarnowało. Ale czemu niektóre lokalne chcą znowu dostać piniądz?! Bo podgrzanie zupy w jednym garze, a blachy kotletów w piecu konwekcyjnym, wydanie tego na talerzach dla trzydziestu osób, a następnie umycie i wyparzenie tego w zmywarce, to jest koszt: prądu, gazu, płynów do mycia, zużycia sprzętu, obsługi, która pracuje w tym momencie za darmo. Opłata za psa. Opłata za dziecko, śpiące już w osobnym łóżku… Zamiast oburzać się, ja lubię zapytać z czego wynika dodatkowa opłata. Można wtedy usłyszeć naprawdę ciekawe, nowe historie, a przy okazji sprawdzić, czy opłata jest absurdalna, czy ma uzasadnienie.
  5. Nie wiń przyrody. Zdarza się czasami, że ktoś wściekły mówi nam przy śniadaniu: „nie wyspałem się, bo te pierd***** ptaszyska tak się darły od piątej rano, że nie mogłem oka zmrużyć” albo: „nie da się zrobić czegoś ze strumieniem? on tak głośno szumi, nie mogę spać”. To nie jest wina przyrody. To twoja wina, że oddaliłeś się od niej tak bardzo, że nie potrafisz już żyć z nią w zgodzie.

I choć większa część odwiedzających nas gości, to wspaniali ludzie, raz na milion trafi się gość, który sprawia, że zadaję sobie na nowo metaforyczne pytanie: czy nie rzucić wszystkiego i wyjechać do miasta?

3 uwagi do wpisu “Jakim (nie) być turystą :D

  1. Pracując u was dwa miesiące tez spotkałam się z dziwnymi sytuacjami, jedna z nich mnie bardzo zaskoczyła i była na tyle komiczna ze muszę o niej napisać: Pewnego dnia gdy rozliczałam pare zakochancow poprosili mnie o to, abym doliczyła im 10% zniżki ponieważ ich łóżko uległo awarii w nocy i musieli spac na materacu na podłodze. Po konsultacji z dziewczynami z biura naliczyłam im zniżkę i poszłam posprzątać ich pokoj. Jakie było moje zaskoczenie i zażenowanie gdy zobaczyłam pod ich poduszka żel z durexa, wibrator i dwie prezerwatywy pod poduszka…zużyte… Nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić🤦🏼‍♀️🤦🏼‍♀️

  2. Podrzucam:
    Ręczniki i prześcieradła w śmietniku.
    Znikające elementy ekspresu do kawy, wyposażenia- żelazko, koc, poduszka, kołdra. W jakimś momencie odechciewa się liczyć. Lepiej podnieść ceny i wliczyć w ryzyko?
    Grzebanie w ustawieniach sprzętu- potem tekst „nie działa”.
    Używanie białych ręczników so czyszczenia butów.
    Dekoracje wyparowały.
    Zjadanie zapasów innych osób w kuchni tylko dlatego, ze jest ogólnie dostępna.
    Tekst „zostawiłam resztki- pani sobie doje”.
    „Sklepik zaufania” (bierzemy co potrzeba- wrzucamy pieniążek)- zniknęło wszystko, zostawiono 10% wartości, „przecież to były podarki, same gówna, niemarkowe produkty, zakupy z carrefour” (zakupy były z carrefoura, różnych firm także Mars, Bic, Coca cola).

    Na szczęście większość kocha nasze miejsce. Jak my nasze domy i gości. Ci wspaniali pokonują czarny PR gości niecnotów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s