Polski Teksas

Polski nie ma na mapie. Jest rok 1854, kilka rodzin spod zaboru Pruskiego, z Górnego Śląska prowadzonych przez księdza wyrusza w długą niebezpieczną podróż do ziemi obiecanej. Ksiądz, o wdzięcznym choć nie adekwatnym nazwisku, Moczygęba był w Stanach Zjednoczonych już wcześniej. Udało mu się zakupić kawałek ziemi w Teksasie. To tam mają założyć pierwszą polską osadę.

Tu już można rozpocząć kłótnię. Czas start! Jacy to Polacy, jak Ślązacy i to jeszcze spod zaboru Pruskiego?! A jednak!

Kiedy po kilku miesiącach swej wędrówki dotarli na miejsce, zrzucili z siebie toboły i pod rozłożystym drzewem odprawili mszę dziękczynną. Za szczęśliwe dotarcie do celu, za nowe życie w nowym świecie. Mówi się, że dotarli tam w Wigilię Bożego narodzenia. Piękna, symboliczna data.

A potem wzięli się do roboty, wybudowali domy, zajęli się rolnictwem. Ale ziemia była tu mało urodzajna, życie było cięższe niż się spodziewali. Po kilku latach niedoli, rozżaleni wypędzili z osady księdza Moczygębę, uznając go za sprawcę ich nieszczęśliwego życia w Stanach Zjednoczonych. Ponoć chciano go na tym samym dębie, pod którym była pierwsza msza, powiesić.

Swoją osadę nazwali Panna Maria, taką też nazwę nosi do dnia dzisiejszego, a jego mieszkańcy noszą nadal polskie nazwiska i są dumni z bycia Polakiem.

I tu jest miejsce na złośliwy komentarz, że łatwo być dumnym z bycia Polakiem, gdy nie mieszka się w Polsce ale w USA. Możliwe.

Gdy dojechaliśmy do Panny Marii w Teksasie, zmierzchało. W oddali zapalały się ogniki, niczym na Martwych Bagnach u Tolkiena. Płomyki zmarłych. Choć w tym przypadku były to płomyki bogatych. Panna Maria otoczona jest bowiem polami ropy, a jej właściciele dostają miesięcznie czeki od państwa za możliwość użytkowania ich małych rafinerii.

Centrum wsi składa się z olbrzymiego gmachu, który okazał się być właśnie budowanym Centrum Dziedzictwa Polskiego, z kościoła, sklepu z pamiątkami, który był zamknięty i z szopy. Obok kościoła nadal rośnie stary dąb.Jego stare, rozłożyste gałęzie chylą się ku ziemi. Mieszkańcy podbierają je, by się nie ułamały. Drzewo to jest ważny symbol dla mieszkańców wsi.

Drzwi do kościoła były otwarte, weszliśmy onieśmieleni słysząc śpiew chóru i muzykę organ. Pieśni śpiewane były po angielsku. Na nasze wejście na chór muzyka ucichła i kilka osób z zainteresowaniem spojrzała w naszą stronę.

-Dzień dobry, jesteśmy z Polski, interesuje nas historia tutejszych polskich rodzin.

-Oh, bardzo nam miło! Witajcie. My wszyscy jesteśmy Polakami. – powiedziała z uśmiechem jedna z kobiet.

-Ale nie mówimy po polsku. – dodała druga.

-Ja mówię – powiedział jedyny w chórze mężczyzna – „dzień dobry, dziękuje” – mówił z mocnym amerykańskim akcentem.

Tak poznaliśmy potomków założycieli pierwszej w Stanach polskiej osady. Debbie Pavelek, postanowiła umówić się z nami rano i opowiedzieć trochę o swoim dziedzictwie i historii. Marzy jej się zostać przewodnikiem, jak już Polish Heritage Centre zostanie otwarte. Zabrała nas na cmentarz. Cmentarz w południowo centralnym Teksasie. Cmentarz, na którym każdy nagrobek nosi polskie nazwisko. Stanęłam w jednej alejce i rozejrzałam się dookoła. Otaczały mnie groby Pawelków, Janysów, Pieprzyc, Gawlików i innych polskich rodzin.

-Jestem bardzo dumna, że jestem Polką – mówiła nam Debbie – papież Polak podarował nam do kościoła krzesła na których siedział podczas wizyty w Stanach, mówił, że w Polsce wszyscy wiedzą o naszej osadzie – spojrzała na nas z uśmiechem, potwierdziliśmy, choć wiedzieliśmy, że jest wręcz odwrotnie – Mamy też mozaikę w kościele, podarowaną nam przez córkę prezydenta Stanów Zjednoczonych Lyndon B. Johnson’a. – Od Debbie naprawdę aż biła duma z bycia Polakiem z wioski Panna Maria.

Polacy z czasem przestali mieścić się w malutkiej osadzie, nieopodal założyli więc miejscowość Cestohova oraz Pavelekville. Ksiądz Moczygęba umarł na północy Stanów, nie powróciwszy do założonej przez siebie osady. Dopiero po latach ściągnięto jego malutki nagrobek i postawiono zaraz za wielką tablicą upamiętniającą jego historię. W końcu potomkowie rodzin, które migrowały tu w połowie XIX wieku, mogą żyć godnie. Choć ich dziadowie i pradziadowie chorowali, cierpieli głód i biedę, dziś prawie każdy z nich jest właścicielem pola ropy, a co za tym idzie, małej fortuny. Dziś ksiądz Moczygęba jest bohaterem, a Polska jest rajem utraconym, za którym tęsknią, choć nigdy w niej nie byli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s