WIECZNY OGIEŃ

Kiedy weszłam na lotnisko, spanikowałam.

-Maciej, tutaj nikogo nie ma, to był chyba jakiś wkręt. Stoję tu sama jak palec. – mówiłam drżącym, bliskim płaczu głosem. Rozejrzałam się jeszcze raz po hali odlotów. Z przeciwnego końca szła ekipa w granatowych kurtkach. Poczułam dreszcz. Podeszłam nieśmiało. Przedstawiłam się. Ciemnowłosy chłopak sprawdził listę.

-Witamy w ekipie – powiedział z uśmiechem. W ciągu kilku minut dołączyło do nas mnóstwo przemarzniętych, uśmiechniętych ludzi. Był Artur Żmijewski i Ewa Błaszczyk. Była Janka Ochojska. Marek Kamiński. Joasia Jędrzejczyk. Osoby znane w naszym kraju prawie każdemu. I byliśmy my. Dreamersi, marzyciele, osoby które przesuwają granice niemożliwego, które idą obraną drogą, są inspiracją dla innych, szczęściarze, którzy znaleźli się na liście osób biegnących ze zniczem olimpijskim. W sumie 19 osób. Lecieliśmy na trzy dni do Seulu, by doznać zaszczytu niesienia wiecznego ognia olimpijskiego.

Dzień sztafety był bardzo intensywny. Wstaliśmy wcześnie rano. Busem przewieziono nas do dużej bazy, w której otrzymaliśmy ubrania, oraz swoje znicze. Piękne, smukłe, biało złote. Po przebierankach i krótkim instruktażu, znowu wsadzili nas do busa. Znaliśmy kolejność. Wiedzieliśmy co mamy robić. Ręce pociły się z nerwów w żółtych rękawiczkach. Wszędzie, wzdłuż drogi stali kibice. Machali nam. Krzyczeli. Pierwsza z naszego busa wysiadła Lidia Linda. Wysadzano nas w miejscach, w których mieliśmy rozpocząć bieg. Powtarzałam w kółko instrukcje: najpierw przybić piątkę swoim kibicom. Potem wozy ze sponsorami. Machać im. Następnie przejąć ogień w sztafecie. Gdy pochodnia zapłonie, można biec. 200 metrów 3 minuty. A może 300 metrów 3 minuty? Następnie przekazać ogień kolejnej osobie. Wsiąść do jadącego po mnie busa. Koniec. 5 minut życia których nigdy nie zapomnę. Albo ze stresu nie zapamiętam niczego. Zobaczymy.

Przede mną wysiadła Natalia, bus przejechał kolejne 300 ( a może 200 metrów)

-Now you – powiedział z uśmiechem Koreańczyk. Co było pierwsze? Sponsorzy? Czy mam zawiązane sznurowadła? Komu miałam przybić piątkę? Wysiadłam z busa. Młody chłopak przez megafon krzyczał moje imię i nazwisko, ktoś inny biegł do mnie z transparentem z napisem POLSKA- SZUMSKA, ludzie na chodniku robili zdjęcia. Podbiegłam do nich. Przybiliśmy sobie piątki. Skądś dobiegała muzyka. Tańczyłam i krzyczałam do wszystkich pozdrowienia. Podjechał autobus z otwartym dachem, na górze DJ puszczał muzykę i wołał moje imię i nazwisko. Autobus zamiast ścian miał otwarte, zagrodzone tylko poręczami, przestrzenie. Może dwadzieścia osób, może mniej, wychyliło się w moja stronę. Przebiegłam pod prąd jadącego autobusy, każdemu z krzykiem radości przybiłam piątkę. To był pierwszy bus sponsorski. Po chwili przybijałam piątki ludziom z drugiego autobusu. Nagle zobaczyłam Natalię. Była już blisko. Zrobiło mi się słabo. Ktoś złapał mnie za ramię i ustawił w odpowiednim miejscu. Ktoś inny kluczykiem odkręcił gaz w mojej pochodni. Natalia zatrzymała się obok. Nasze pochodnie zetknęły się i z mojej buchnął ogień. To już. Mój czas. Moje trzy minuty…

Przede mną jechał bus z otwartym tyłem, były tam kamery. I ludzie. Obok mnie truchtał Koreańczyk

-Wolniej trochę. Na moście są ludzie, pomachaj im. Możesz coś mówić do kamery. Tańcz. Możesz skakać. Za szybko, zwolnij.

Jego głos jednostajnie brzęczał w moim prawym uchu, ale ciało wiedziało co robić. Skakałam, pomimo gorączki, tańczyłam pomimo wcześniejszej wizyty w szpitalu i osłabienia, krzyczałam pomimo chorego gardła. Czyste szczęście. Trzy minuty adrenaliny i czystego, niczym nie zmąconego szczęścia. Zobaczyłam stojącą ze zniczem Koreankę. Czekała na mnie. Tak samo przerażona jak ja przed chwilą. Podałam ogień do jej pochodni. Nie wiem kiedy znalazłam się w busie, w jednej ręce miałam ogrzewacz do dłoni, w drugiej wodę. Na kolanach leżał baton. Zamknęłam oczy. Jeszcze raz, krok po kroku w pamięci powtórzyłam wszystko co właśnie się wydarzyło. Właśnie wzięłam udział w sztafecie olimpijskiej. Udało się. Nie potknęłam się o sznurówkę i nie podpaliłam pompona czapki! Mogę z dumą wrócić do domu. Nie splamiłam honoru mojej rodziny.

2 uwagi do wpisu “WIECZNY OGIEŃ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s