po co nam ślub?

Bycie zaręczonym to cudowny stan nieważkości: nie stąpacie już po ziemi jako chłopak i dziewczyna, już pomału rozumiecie, że związek wasz jest poważniejszy niż wszystkie dotychczasowe. Nie wchodzicie jeszcze na wyższy poziom bycia razem, czyli małżeństwo, tylko lecicie unoszeni wiatrem niestabilnej pewności. Jesteście razem „bardziej” i „mocniej” bo przecież nie jesteście już „tylko” chłopakiem i dziewczyną, ale narzeczonym i narzeczoną, ale ciągle jesteście jedną nogą na planecie beztroskiej młodzieńczości związku, bo przecież nie jesteście też starym dobrym małżeństwem. A jednak, w którymś momencie pojawi się to pytanie – Co dalej? A często potem kolejne – ale po co nam/wam ten ślub? 

A potem często lecą te same, dobre, stare argumenty- przecież to nic nie daje, po co wam papierek? Po ślubie jest już tylko gorzej. Czy wasza miłość potrzebuje podpisu? Staracie się o kredyt? Rodzice naciskają? Wesele jest dla gości, a nie dla pary młodej – I pewnie jeszcze kilka pytań i argumentów, może bardziej oryginalnych i wyszukanych. 

A Wy? Miotacie się trochę pomiędzy tym ostrzałem, czasami zostając draśnięci przez pocisk, czasami odbijając go sprytnym argumentem, czasami śmiejecie się i obracacie to w żart, a innym razem naprawdę nie macie już siły. Potem zdarza się, że pokłócicie się o to, po co w sumie to całe ślubowanie i przecież i bez tego będziecie już zawsze razem… 

A przecież to jest fundamentalne i najważniejsze pytanie – po co wam to? 

Po co Wam ślub? 

Najcudniejsze jest to, że każda odpowiedź jest dobra ( no może odpowiedź: biorę z Tobą ślub bo jesteś bogaty i w sumie cię nie kocham, ale lubię jeździć twoim mustangiem” nie jest najlepszą odpowiedzią, ale mówimy o przypadku gdy dwie osoby naprawdę się kochają i naprawdę chcą ze sobą być. ) 

Czy bierzcie ślub, bo chcecie dopełnić swojej miłości, sformalizować związek i stworzyć rodzinę pod jednym nazwiskiem? Czy chcecie zorganizować dzień, w którym ze wszystkimi bliskimi świętujecie waszą miłość? Czy chcecie mieć święty spokój z rodzicami, którzy naciskają i z babciami które szantażują od lat, że niedługo umrą i chciałyby zobaczyć was przed ołtarzem, zanim odejdą z tego świata. To też nie jest zły powód do brania ślubu! A może inaczej, w takim wypadku, też jest możliwe znaleźć coś dla siebie. 

Zacznijmy może od pytania- czym jest ślub? 

Jeśli ktoś mówi, niepotrzebnym afiszowaniem się przed innymi, nudną ceremonią, udowadnianiem sobie i innym czegoś, czego udowadniać nie trzeba. Od razu zadałabym tej osobie pytanie – czy patrzenie w oczy osoby którą kochasz i przysięganie jej miłości może być kiedykolwiek i jakkolwiek złe? 

Według słownika PWN ślub to „zawarcie związku małżeńskiego przed urzędnikiem stanu cywilnego, lub duchownym” – brzmi mało romantycznie. 

A przecież śub to przede wszystkim wy. Czy kościelny, czy cywilny, czy humanistyczny, nie ważne. Ważne, że stajecie w obecności świadków i trzymając swoje dłonie, patrząc sobie w oczy, oddaleni o kilkadziesiąt centymetrów od siebie, mówicie słowa które są ważne. Przysięgacie sobie coś, co w głębi serca wiecie, w co chcecie wierzyć, o czym marzycie, ale to marzenie nabiera kształtu dopiero gdy zostanie wypowiedziane na głos. 

Gdy popatrzycie na akt zawarcia małżeństwa, jako na akt złożenia sobie obietnicy, ciepłej, dobrej obietnicy, że cię nie opuszczę, nawet jak będziesz dziamdział i marudził, nawet jak będę miała gorsze dni i stany depresyjne, nie opuszczę cię zwłaszcza gdy będziesz chory i słaby, gdy będziesz potrzebująca. W zdrowiu i w chorobie, w słońcu i w deszczu, i gdy jesteśmy przy kasie i gdy jest totalna bieda, gdy jedziemy na wakacje do Azji i gdy jedziemy pod namiot w Góry Izerskie. Gdy będziesz brzydka bo dostaniesz uczulenia i wysypka przysłoni ci twarz, gdy będziesz piękna, tak jak piękna jesteś codziennie. Gdy pomyślicie o tym, jako o potwierdzeniu tego, co przez wszystkie lata związku czynem i słowem sobie potwierdzacie, jak potraktujecie to jako wisienkę na waszym i tak już smacznym torcie, to nasuwa się pytanie – dlaczego nie? 

Słowo ma moc, poprzez wypowiadanie słów kreujemy nasz świat. Gdy wstajesz rano i mówisz „masakra, pada deszcz, a ja muszę iść do roboty, a wieczorem zrobić pranie, a nawet go nie wywieszę na balkonie bo leje” to cały dzień będzie należał do jednych z tych dni, które chcesz przeżyć i już o nich nie pamiętać więcej. Ale gdy wstajesz i mówisz „o pada deszcz, ale super bo przecież była mega susza, przez którą ucierpieli rolnicy, a teraz może dzięki temu jabłka będą jednak tańsze, a dwa że przyroda tego potrzebuje, bo już tak sucho było i w końcu auto nie będzie mi się kurzyć w drodze do pracy i prania nie muszę robić wieczorem bo i tak nie mam gdzie wywiesić, więc będę miała czas poczytać”… I choć możesz pomyśleć, że przykład z rolnikami jest wydumany, to powiem ci, że jako córka rolnika, uwielbiam gdy pada bo wiem jakie to jest ważne, dla ludzi których sytuacja finansowa zależy tak bardzo od zmiennej, nieprzewidywalnej polskiej pogody i od kiedy właśnie o tym aspekcie sobie myślę, plus o tym jak strasznie wygląda las podczas suszy, jak ważny jest deszcz, którego mamy co raz mniej w Polsce – naprawdę pokochałam deszczowe dni. Ale nie o deszczu, a o ślubie mieliśmy pisać. 

Nie na darmo się mówi, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 

Jeśli więc, bierzecie ślub bo już wypada, nie znaczy, że to musi być coś co trzeba odbębnić, to nadal może być najbardziej niesamowite przeżycie, nawet jeśli umieścisz je po skoku ze spadochronu i skakaniu z klifów na Filipinach. Jestem pewna, że przysięga małżeńska nadal będzie w twojej pierwszej dziesiątce. 

            A co jeśli na pytanie „po co nam ślub” wasze odpowiedzi różnią się od siebie, i z różnych powodów ten ślub bierzecie? 

To też nic złego. Ja jem sałatkę z jarmużem bo lubię, mój mąż, Maciek, je sałatkę z jarmużem  bo jest zdrowa. I choć ślub to nie sałatka z jarmużem, to też jest bardzo smaczny i bardzo zdrowy! 

Często zadaję moim klientom, z którymi jestem w kontakcie, pytanie, co się zmieniło po ślubie. Najczęściej pada odpowiedź, że nic konkretnego, tylko, że jest tak pełniej, mocniej, bardziej, cieplej, spokojniej. To poczucie, że druga osoba, tak bardzo przez nas kochana, chce być przy nas na zawsze. Gdy patrzysz na niego i myślisz, ale fajnie, to mój mąż. A to, że nic konkretnego się nie zmieniło, to przecież dobrze. To właśnie o to chodzi. Jeśli po ślubie zmieniają się wasze zachowania, czy nawyki to może znaczyć, że przed ślubem udawaliście, że przed ślubem się staraliście a teraz już nie trzeba. A przecież wszyscy doskonale wiemy, (wiemy? A może jednak zapominamy? ), że po ślubie trzeba starać się o związek dwa razy bardziej. Trzeba pracować nad sobą i nad związkiem jeszcze mocniej, żeby to co w nas zapłonęło dawno temu, nigdy nie zgasło. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s