jak się gotuje człowieka… na wyjazd

Tajfun, huragan, cyklon, orkan – to wszystko jedno i to samo zjawisko. Nazwa uzależniona jest od miejsca występowania. I tak właśnie mamy huragany na Karaibach czy w USA, orkany (z pozdrowieniami dla Ksawerego) od Oceanu Indyjskiego do Europy, cyklony od południowych Indii do Australii i tajfuny właśnie w okolicach Filipin, Chin, Japonii.

Można też rozróżniać je ze względu na prędkość. I tak najsłabsze z nich, w których prędkość wiatru nie przekracza 17 m/s, nazywa się depresją tropikalną. Takie z wiatrem do 33 m/s określa się mianem sztormu tropikalnego bądź burzy tropikalnej. Najbardziej paskudne są huragany/orkan itd. które zaczynają się od 33 m/s.

No i jeszcze imiona. Wydawać by się mogło, że to zawsze imię żeńskie : Katrina, Ofelia teraz Yolanda. Panie mogą się poczuć zranione, a panowie stroją sobie żarty, ze to imiona teściowych znanych meteorologów. Dawniej brano imię świętego, którego obchodzono imieniny w dniu pojawienia się wiatru. Ale od lat 50′ Xxwieku utworzono listy imion, odpowiadające kolejnym regionom. Listy są alfabetyczne i kolejne huragany przyjmują kolejne imiona. Imiona są naprzemiennie damskie i męskie (męskie pojawiły się jednak dopiero w 1979 roku, czyli jednak coś było na rzeczy). Nie wszystkie imiona są znane, bo nie o każdym huraganie trąbi się dniami i nocami w TV. Co ciekawe, jeśli huragan przegnie ze swoją siłą i jest wyjątkowo niszczycielski, zostaje przypięte mu dane imię na zawsze. Tylko jemu. Zostaje ono usunięte z listy i już nigdy, żaden tajfun nie zostanie tak nazwany. Od roku 1954 wycofywano ponad 40 imion… Jeśli chcecie sprawdzić, czy wasze imię jest na liście to wskoczcie na Wikipedię:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Listy_nazw_cyklonów_tropikalnych

 

Pierwszy raz się boję. Pierwszy raz przed samotnym wyjazdem odczuwam niepewność. Usiadłam więc sobie pewnego wieczora i mówię: Szumska, ty pałko! Czego się boisz? – Odpowiedź przyszła natychmiast. Szumska nie boi się samotnej podróży. Nie boi się tego co zastanie w dwa miesiące po przejściu największego w historii huraganu. Nie boi się ciężkiej pracy. Burzy w trzydziestostopniowym upale. Nie boi się spać w namiocie z robalami. To czego boi się Szumska to rygor narzucony przez kogoś z zewnątrz!!!

Zdałam sobie sprawę, że odczuwam lęk przed byciem zależną od obcych mi ludzi w obcym kraju na nie do końca ustanowionych regułach. I nawet nie chodzi mi tu o dzień pracy – bo to normalne, ze ktoś będzie mi mówił co danego dnia mam robić. Ale w czasie wolnym?! Nie ma w moim słowniku takiej pozycji jak kontrolowany czas wolny. A jednak. Czeka mnie lekcja pokory. Według zasad organizacji do której jadę, każdy z nas ma przyczepioną do siebie druga osobę. Związani mentalną nicią odpowiedzialności, mamy wspólnie poruszać się po wyspie. Nie będzie więc samotnych wieczornych wypraw po SantaFe. Nie będzie wieczornych samotnych rozmów z autochtonami. Zawsze będzie mi ktoś towarzyszył. Co więcej! Ja będę towarzyszyć tej drugiej osobie. Czyli czekają mnie KOMPROMISY. No i 21 dniowa lekcja pokory… God save me!

Moja mama, zwaną Elą, gdy to usłyszała, skwitowała to jednym zdaniem – nie dasz rady, na pewno wyrwiesz się na kilka dni i sama pojeździsz po wyspach…

 

Kiedy już oswoiłam swoje lęki zaglądnęłam jeszcze raz do maila jakiego dostałam od Marshalla:

 

Plan dnia jest całkiem fajny:

8 rano pobudka (mam nadzieję, ze dam radę wstawać o 7 i się jogować),

8:30 śniadanie.

8:45-9:00 – spotkanie organizacyjne

9:00 – 12:30 PRACA

12:30-13:30 Lunch

13:30-14:30 siesta 😀

14:30 – 18:00 PRACA

18:30 kolacja

Czyli 7 godzin pracy dziennie, trzy posiłki i godzinna siesta. Żyć nie umierać. Nic tylko pomagać Filipinom! 🙂

 

Pogoda: Gorąco 25 – 30 stopni. Dwie godziny burzy dziennie.

 

Kontakt ze światem – brak. Najbliższy Internet czy Telefon jest w Cebu, czyli jakieś 132 km od mojej bazy.

 

Zagrożenia:

Upał i udar słoneczny

Zranienia podczas pracy

Porażenie prądem – wiele trakcji jest zerwanych, niektóre z nich wciąż są pod napięciem

Ugryzienia węży i robaków

Infekcje i choroby gastrologiczne

Gruz ( 😀 ) Gruz też jest zagrożeniem, bo się wala wszędzie i spada z góry i leży pod nogami, więc o wypadek nie trudno

 

Szczepionki konieczne: ilość – 13

 

Konieczny ekwipunek, bez którego nie ma opcji dołączenia do ekipy:

  • rękawice do pracy,

  • namiot

  • okulary ochronne do pracy

  • maska na usta, gruba, wielorazowa

  • kryte buty do pracy,

  • długie spodnie do pracy

  • scyzoryk wielofunkcyjny

  • dobry nóż

  • latarki i zapasowe baterie

Nie przynoś: niczego na czym Ci zależy. Jeśli nie chcesz żeby zostało skradzione, zgubione, zniszczone, oraz niczego ciężkiego – wszystkie rzeczy nosisz sam, sam jestes odpowiedzialny za swoje dobra osobiste.

 

Pod spodem dopisek: „To nie jest wycieczka krajoznawcza!!! Nie będzie czasu na bieganie dookoła i cykanie fotek, żeby potem pokazać znajomym, że było się w zniszczonej strefie. Każdy kto nie wkłada całego poświęcenia i wszystkich sił w nasza misję, zostanie poproszony o opuszczenie obozu. Jeżeli ktoś nie będzie przestrzegał zasad panujących w obozie – będzie poproszony o opuszczenie nas. Jeśli ktoś będzie problemowy, będzie utrzymywał złą atmosferę wśród współpracowników – będzie poproszony o opuszczenie obozu. Wszyscy jesteśmy wolontariuszami, mamy nad sobą takie same zasady. Nie chcemy cię przestraszyć. Chcemy byś trafiły do nas odpowiednie osoby, które wiedza dokładnie co chcą tu robić.”

 

Ja wiem dokładnie co chcę tam robić. Chce pomóc. Chce budować. Chcę pracować. Ale chcę też znaleźć wieczorem czas na spotkanie z ludźmi. Chce też znaleźć czas na robienie zdjęć, bo to część historii, mojej historii. Chcę znaleźć czas na poznanie życia na Filipinach. Życia zaraz po tajfunie.

W głowie mam taki pomysł – jeśli przez 21 dni zobaczę, że rzeczywiście możemy pomóc, że rzeczywiście jestem tam potrzebna, to wracam do Polski, bronię magistra, ogarniam wizę na trzy miesiące i jadę z powrotem na Filipiny. Ale, żeby podjąć taką decyzję, chce zobaczyć coś więcej niż obóz wolontariuszy i wbijane co dzień przeze mnie gwoździe. Czyżby mama Ela miała rację. Czyżbym miała dać dyla kilka dni przed wylotem i samotnie zjeździć wyspę? Odpowiedź pojawi się pewnie sama. Wystarczy poczekać.

Więc czekam…

 

Advertisements
Categories: Uncategorized | 1 komentarz

Zobacz wpisy

One thought on “jak się gotuje człowieka… na wyjazd

  1. Nie obawiaj się, będzie bardzo dobrze, najgorsze minęło. W 21 dni zakochasz się w ludziach, w których nadzieja nigdy nie ginie, z niesamowitym duchem walki i wspólnoty. Powodzenia!! Pozdrawiamy z Filipin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: