Creepol z Kazachstanu

CREEPOL (fragment książki „Zielona Sukienka” już niedługo w księgarniach 😀 )

Jest godzina 19:00. Na zewnątrz zaszło już słońce. Siedzę nad notatkami i dokumentami dziadka, w moim przyjemnym mieszkanku na Pryszachcińsku i piję herbatę.

Mieszkanie składa się z łazienki z metalowa wanną na nóżkach z zardzewiałym dnem, z pożółkłymi kaflami dookoła i małym zlewem. Obok jest niewielka kuchnia z kuchenką gazową i kranem i czajnikiem i stołem i nawet z lodówką i z hektolitrami wody w plastikowych butelkach, (bo tu co chwila wody w kranie nie ma). Prócz tego mam wielki salon, z meblościanką „na błysk” i kryształami na półce za szkłem. I w końcu moja sypialnia, też przestronna, z wielką szafą oklejoną kwiatkami i plakatami i całkiem niewygodnym łóżkiem. Jest też kryty balkon, w którym stoi mnóstwo gratów, ale za to można otworzyc okno i zakurić cygareta, można też na sznurku za tym oknem powiesić pranie, co też wcześniej uczyniłam. A teraz siedzę sobie w tym salonie i…

I nagle ktoś puka do drzwi. Myślę sobie, że to pewnie Abika, bo nikt inny nie wie że tu mieszkam, a ostatnie dwa miesiące mieszkanie stało puste. Otwieram więc jedne i drugie drzwi wejściowe, mówię zdrastwojcie i staję jak wryta, bo za drzwiami nie ma starutkiej Abiki, ale stoi młodziutki, co prawda niski, ale dość atrakcyjny Kazach. On tez ma zaskoczoną minę, ale szybko odpowiada:

-Zdrastojcie. Wczoraj wieszałem pranie nad balkonem i mi zwiało jeansy do pani na suszarkę. Mieszkam dwa piętra wyżej. Czy mógłbym odebrać te spodnie?

– Tak, nie problem. Zachodzisz. – Odpowiadam i zapraszam go do środka. On robi jeszcze bardziej zaskoczoną minę, ale wchodzi. Wychylamy się przez balkon i patrzymy że spodni już nie ma. Chłopak patrzy na mnie podejrzliwie, jakbym mu je ukradła i sama miała zamiar nosić. Ja mówię, że przed chwilą jeszcze tam były, sama widziałam. Nagle wychyla się sąsiad z balkonu obok, więc pytam go o te spodnie, on mówi, że on je ma, ale wie że to nie są moje, więc mi ich nie da. Co za paranoja myślę. Ale mały Kazach krzyczy, że to on, z piątego piętra, i że sąsiad może te spodnie mu oddać. Więc sąsiad rzucają spodniami w naszą stronę a Mały Kazah, jako mężczyzna, nie pozwala mi ich łapać i chce zrobić to sam, ale jest tak malutki i ma tak krótkie rączki, że tylko skacze pokracznie i jedną ręką trzyma się balustrady a drugą sięga jak najdalej próbując złapać jedna nogawkę, pod czas gdy sąsiad z balkonu obok wymachuje nimi trzymając za drugą nogawkę. W końcu przesuwam na bok Małego Kazacha, łapię spodnie i po krzyku. Zostałam bohaterem we własnym domu.

Wracamy do salonu.

– Dziękuję wam bardzo za pomoc.

– Nie problem.

– A wy skąd ?

– Z Polski.

– I tak sama tu mieszkasz?

– A no sama – powiedziałam, zanim ugryzłam się w język. Chłopak rozejrzał się, zaglądnął do pokoju obok i z uśmiechem powiedział:

– No ja toże sam. To może ja na herbatę przyjdę. Samemu tak nudno siedzieć! – Myślę sobie, w sumie to sympatyczny chłopiec i dlaczego miałabym sama siedzieć wieczorami, jak mam możliwość kogoś poznać i w sumie to nie widzę przeciwwskazań.

– A może piwko zamiast herbaty – pyta chłopiec. Zgadzam się, on skacze do sklepu i już za pięć minut siedzimy przy stole, w moim salonie przy kazachskim piwku, przy orzechach które tu kupiłam i pokrojonym w kawałki jabłku i rozmawiamy w najlepsze. O rodzinie, o szkole, o pracy. I wszystko jest w porządku, aż do momentu gdy trzeci raz pyta, czy ja tu sama mieszkam. Wspominam wtedy, na wszelki wypadek, że Abika mieszka obok i pewnie zaraz przyjdzie tu, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. I wszystko jest generalnie ok, gdyby nie to, że Mały Kazach beka i nie przeprasza. I drapie się po jajkach. I tez nie przeprasza.

– A męża masz?

– Mam, w Polszy, pracuje – mówię szybko i odwracam pierścionek na palcu tak, by wyglądał jak obrączka. Pokazuję mu rękę.

– U nas na prawej się nosi obrączkę – mówi podejrzliwie.

– A u nas na lewej i co zrobisz? Co kraj to obyczaj – odpowiadam luźno. Zapada chwila ciszy. Wychodzimy na balkon na kolejnego papierosa i beztrosko kiepujemy na powieszone piętro niżej pranie.

– A ja mam taki nieharoszy filmik na telefonie. Dawaj pooglądamy. – Mały Kazach przerywa milczenie. Gdy zobaczyłam pierwszą scenę -elegancką kobietę w aucie, pomyślałam, że to jeden z tych filmików gdzie przez minutę nic się nie dzieje, a w ostatniej sekundzie filmu coś urywa głowę bohaterce, albo miażdży ją rozpędzona ciężarówka. No, są przecież takie filmy. I można powiedzieć, że są nieharosze. Ale gdy MK powiedział, że to rozmowa o pracę, a ja zobaczyłam szefa- wielkiego, łysego kolesia, już wiedziałam że mamy tu do czynienia z Pospolitym Ordynarnym Ruchaniem Na Okrągło, czyli w skrócie PORNO.

Na szczęście piwo i fajki już się skończyły, a ja poczełam (to słowo tu źle brzmi, ale tak właśnie było) poczęłam sprzątać ze stołu.

– Ja muszę jutro wstać, a jeszcze Abika zaraz przyjdzie, to może lepiej żebyś już sobie poszedł – mówię i wychodzę do kuchni by umyć szklanki po piwie. Staję oparta o zlew, uspokajam poddenerwowany oddech, naklejam sztuczny uśmiech na twarz i z tym uśmiechem mam zamiar uprzejmie i grzecznie wypierdolić pana na drzwi. Gdy weszłam do pokoju wszystko mi opadło: ręce, szczęka, cycki nawet. Mały Kazach stoi nad moją suszarką z ubraniami i bez kozery (czymkolwiek jest tak durna kozera, znowu te anarchizmy ) ogląda moją bieliznę! Zamiast kozery moge też powiedziec, without giving a shit! Na jedno wyjdzie. Teraz akurat trzyma w ręku moje majcioszki, przy czym uśmiecha się do mnie bez krępacji i mówi, że ładna. Odpowiadam, że dziękuję, bo co mam, motyla noga, innego zrobić, choć majciochy wcale ładne nie są, bo kto bierze ze sobą sexie majciochy jadąc na Syberię? Ale w sumie to nawet nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że jakiś mały creepol wlazł mi do domu, maca moje majtasy, pokazuje mi pornusy, ja jestem zamknięta na trzy spusty, nawet nie zdążę otworzyć tych pogniłych zamków i uciec! I w ogóle co to za scena? I czemu to do mnie na miły buk, takie badyle przyłażą? Czemu nikt inny nie może mieć takiej anegdotki do opowiedzenia tylko ja?! I co z tego, że rozśmieszę kilku znajomych przy piwie, o ile przeżyję, skoro teraz stoję na starym dywanie, w starym kazachstańskim mieszkaniu w bloku, w dzielnicy morderców i górników, a w szybie meblościanki z wystawką kryształów, widzę swoją bladą przerażoną twarz ze sztucznym, nalepionym uśmiechem?!

– Powinieneś już iść – mówię spokojnie i sama się sobie dziwię, że tak potrafię.

– Przyjdę jutro, o tej samej porze – mówi creepol, a ja głupia dalej się uśmiecham, kiwam głową i wypycham go na klatkę. Unikam jeszcze całusa w usta uchylając się szybko, pokazuję mu rękę z pierścionkiem i kiwam palcem grożąc mu jak małemu dzieciakowi. Wszystko grzecznie i z uśmiechem, żeby nie wzbudzić w nim jakiejś agresji, którą, cholera raczy wiedzieć, może skrywa w swoim maleńkim ciele. Zamykam drzwi, na milion spustów, sprawdzam czy balkon jest zamknięty, kładę się w łóżku w sypialni i boję się zasnąć, bo wkręcam sobie, ze na pewno w nocy on tu przyjdzie i nie wiadomo co będzie robił. Głaskał moją bieliznę, oglądał pornusy i jeszcze buk wie co…

W następne dni trzy razy około godziny 20:00 musiałam udawać, że nie ma mnie w domu i przez czterdzieści minut siedzieć bez ruchu przy zgaszonym świetle. Podłoga skrzypi jak wściekła i wydaje mi się, że nawet mój oddech w tym pustym mieszkaniu jest głośny jak suszarka do włosów. Ale siedzę skulona na krześle, nogi podwinęłam pod brodę, w sensie, że kolana pod brodą i siedzę. Co za idiotka! Cztery razy obudził mnie waląc do drzwi między drugą w nocy a piąta rano. Wtedy nie udawałam że mnie nie ma tylko, tylko udawałam że śpię. To było łatwiejsze do zrobienia. Leżałam wtedy i modliłam się, żeby nie wpadł na pomysł, żeby przyjśc do mnie tak jak jego jeansy -przez balkon.

Za każdym razem gdy wracałam po ciemnej klatce byłam przerażona. Klatka schodowa sama w sobie była creepolska i straszna, w klimatach wojenno – horrorowych. A jeszcze świadomość, że na tej klatce w półmroku może czaić się on -Mały Kazach Creepol, obezwładniała mnie nieomal.

Na szczęście nie spotkałam go więcej ani razu, pod czas całego mojego pobyty w Pryszachcińsku. Choć wcale nie było łatwe unikanie kogoś kto mieszka w tym samym bloku tylko dwa piętra wyżej. Chyba muszę zapalić świeczkę dziękczynna w jakimś kościele czy cerkwi. Może jednak bogowie nade mną czuwają?

Reklamy
Categories: Syberiada | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: