Monthly Archives: Marzec 2012

o ashramie Osho słów kilka

Moje oszołomstwo, które można nazwać ładniej ciekawością doprowadziło mnie do ashramu Osho. O samym Osho wiem niewiele, prócz tego że wydał mnóstwo książek, skomercjalizował hinduska filozofię i nagiął ją by każdy zachodni człowiek mógł złapać o co chodzi, plus nie potępiał bogactwa- wręcz przeciwnie i jeszcze nie potępiał przygodnego seksu – wręcz przeciwnie.

Więc moje oszołomstwo zaprowadziło mnie prosto do jego ashramu, miejsca zamkniętego, pełnego jego wyznawców. Żeby w końcu móc przekroczyć prób ashramu trzeba zapłacić, potem wypełnić formularz, potem znowu zapłacić – tym razem za bordową sukienkę (bo tylko w takim kolorze można tam nosić ciuszki), potem znowu wrócić do rejestracji, przejść test na HIV, zapłacić za wejście (wcześniej się płaciło tylko za rejestrację) plus wykupić karnet na jedzenie i picie i inne zabawy w na terenie ośrodka. Po spłukaniu się całkowicie z forsy, możesz wejść na ekskluzywny teren ashramu.

Na terenie ośrodku znajduje się basen i spa (dodatkowo płatne) kilka restauracyjek, piękny ogród, mnóstwo świątyń i sal do medytacji, hotel, szatnie itd.

Proces rejestracji trwał tak długo, że zdążyłam na medytację na godzinę 16. W potężnym budynku w kształcie piramidy, z lodowatą podłogą stał tłum bordowo ubranych ludzi. W tym też ja. Pierwsze 10 minut zajął nam filmik, gdzie osho tłumaczy co tak właściwie będziemy robić. Po filmiku bez zbędnych więcej słów, włączona zostaje muzyka i zabieramy się do akcji. Czyli:

1. 15 minut z zamkniętymi oczami skaczemy i trzęsiemy ciałem. Dość szybko przestaje czuć się jak kretyn, bo nie raz dziwniejsze rzeczy robiłam na warsztatach teatralnych i przy innych okazjach, a po drugie wszyscy mają zamknięte oczy i robią dokładnie to samo co ja. Wytrzęsłam się więc w 15 minut.

2. 15 minut tańca. Muzyka się zmienia. Nie padają żadne słowa. Nikt nie otwiera oczu. Wszyscy zaczynają chybotać się, kręcić, machać rękoma i tańczyć. To przyjemna część. Jestem już troszkę w transie tej muzyki i ruchu. Nie powiem- dość przyjemnie się czuję…

3. 15 minut płaczu…. Yyyyyy creepy! Ludzie naokoło kładą się, albo klękają, walą pięściami o podłogę, albo stoją sztywno, krzyczą, drą się, smarki lecą im ciurkiem ze łzami (wiem, bo podglądam). Nie byłam w transie na tyle, żeby w to wejść. Czułam się spokojna i wyciszona. Nie mam potrzeby krzyczeń i płakać. Skoro innych to oczyszcza to ok. Ja już się w życiu napłakałam. No tak, ale nie mogę tak po prostu stać jak baran. Udaję więc (też jak baran), że coś tam pojękuję i czekam aż ten czas się skończy.

4. 15 minut leżenia. Najfajniejsza część. Leży się i się leży. I zasypia po troszku.

Po godzinie czułam się dziwnie, ale przyjemnie. W końcu ruch i odprężenie i nicniemuszenie zawsze robi nam dobrze.

W ashramie mogłam zostać tylko do 18, bo o 18 wszyscy ubierali białe kiecki i szli na specjalną medytacje, a ja postanowiłam nie wydawać więcej już na to miejsce, więc białej sukni nie miałam, więc musiałam opuścić teren ośrodka. Jeszcze tylko zakupiłam sobie chai i siedziałam obserwując ludzi. Wszyscy się tulili do siebie, całowali na przywitanie, łapali za dłonie pod czas rozmowy. Widać że mieszkają tu po kilka tygodni i znają się dobrze. Wszyscy są dla siebie tak słodcy, lukierkowo słodcy, aż niebezpiecznie słodcy.  Słabo mi się to podobało, ale ciekawie było ich poobserwować.

Do mnie dosiadł się na chwilkę przyjemny pan z Kanady, który chwilkę porozmawiał ze mną, stając przy tym bardzo blisko mnie, naruszając moje 30cm bezpiecznej bariery. Po czym w połowie zdania uśmiechnął się i odszedł. Dziwne… Przebrałam się w dżinsy i T-shirt i poszłam do domu przyjaciela.

Postanowiłam sobie, że następnego dnia pójdę na medytację na 5 rano. Ponoć jest bardzo uzdrawiająca, wszyscy mówili ze będę miała energię na cały dzień. Wstając o 4 rano pomyślałam, że BARDZO mam nadzieję, ze medytacja ta da mi energię, bo skończyłam pić wódkę ze znajomymi o 2, więc spałam tylko 2h, ciągle mam w sobie alkohol, a niedługo pewnie przyjdzie kac morderca.

O 4 rano rikszy ani taxi nie zaznasz na ulicy, poszłam więc 3 km w japonkach.Dotarłam zziajana, spragniona wody i śpiąca okrutnie. A tu znowu skakanie, potrząsanie ciałem, płakanie, śmiech, taniec… Nie powiem, żebym dostała kopa jak po dobrej kawie, no ale jakoś się pozbierałam. Zakupiłam drobne śniadanie i zajęłam pusty stolik pod niewielką palmą. Dosiadł się do mnie Kanadyjczyk z dnia poprzedniego. Znowu chwilkę porozmawialiśmy, po czym bez błysku zażenowania zapytał czy po śniadaniu nie mam ochoty iść do niego. „Troszkę się zagrzać”… No tak, to jedna z medytacji osho – dobry sex. Albo po prostu sex. Dlatego tutaj wszyscy tak są blisko siebie bo pewnie połowa z nich już spała ze sobą, a druga połowa ma to w planach. W sklepiku obok płynu na komary masz 14 rodzajów prezerwatyw i tłumaczy się też ten test na HIV…

Medytacja nie dała mi powera. Cały dzień byczyłam się więc przy basenie, opalałam i robiłam wielkie NIC. A jak na sekundę ktoś się przy mnie zatrzymał pogadać, a ja się żaliłam na swojego lenia- każdy stwierdzał, ze to przecież dobrze. Skoro to sprawia, ze jestem szczęśliwa, to let it be.

Więc już bez wyrzutów sumienie opuściłam wszystkie medytacje. Leżałam pod palmami, słuchałam dziwnych ptaków, w tle sączyła się relaksacyjna muzyczka. A ja myślałam sobie, ze czasami fajnie jest leżeć, nic nie robić, nie mieć wyrzutów sumienia że się to nic robi, no i skoro te medytacje jakoś tam na mnie nie działają, to może lepiej po prostu przespać kaca przy basenie…  Już wiem czemu ludzie tak lubią tego Osho- bo pozwala robić co chcesz, byleby sprawiło ci to radość i dało wewnętrzne szczęście i spokój.

Categories: indie | Dodaj komentarz

Indie po raz trzeci

Polska. Styczeń 2012.

Dzwoni telefon, odbieram, słyszę głos mojej mamy:

– Hej córuś! Jestem właśnie u naszej kosmetyczki Kasi, która mówi że ponoć jedziesz za tydzień do Indii. Prawda to?

– Yyyy tak, zapomniałam ci wspomnieć…

– Super. Masz jeszcze jakies plany o których mogłabym nie wiedzieć?

– Nic wielkiego, teraz Indie na 10 dni, po powrocie tatuaż, potem Wielka Brytania na tydzień, potem Himalaye, no i ta Syberia….

– Super. Kocham cię.

– 🙂

Luty 2012

ImagePo 12h ląduję w Bombaju na lotnisku. To mój drugi raz na tym lotnisku. Tylko, że za pierwszym razem kierowca mojego przyjaciela odebrał mnie spod samej bramki i nie musiałam o nic sie niepokoić. Tym razem nie mam zielonego pojęcia jak do cholery mam się dostać do Pune, miasta oddalonego o 3h drogi od Bombaju.

Jest 5 rano, przyjemnie ciepło, jeszcze nie gorąco. Palę papierosa by uspokoić umysł i wymyślić strategię. Podchodzi Hindus i pyta się czy pomóc.

– Muszę się dostać na stację kolejową, żeby jechać do Pune.

– Pociągiem nie pojedziesz, bo trzeba bilet kupować z kilkudniowym wyprzedzeniem…

– To może dworzec autobusowy.

– Ale autobusem się nie opłaca. Najlepiej samochodem. Jedź ze mną – mówi. Jest taksówkarzem, więc nie ma w tym nic creepolskiego, że chce zaciągnąć mnie do auta.

– ile to będzie kosztować?

– 4000 rupii (ok 200zł)

….

Drugi papieros, nie wiem nadal co robić. Pisałam do mojego przyjaciela z Pune, ale pewnie śpi jeszcze, jestem więc zdana na siebie. Podchodzę do grupy młodych Hindusów. Pytam czy wiedzą jak się dostać do Pune. Zaczynają się śmiać.

– My jedziemy do Pune, możesz zabrać się z nami. Tylko że jedziemy wieczorem, dzisiaj jeszcze chcemy pobyć w Bombaju, pozwiedzać itp. Ale możesz z nami zostać.

Hmmm wyglądają sympatycznie, nie przypominają zwyroli, morderców i gwałcicieli, ani tym bardziej handlarzy ludzkim mięsem – choć nie mam pojęcia jak tak naprawde wyglądają takie typy. Pytam się jeszcze czy nie będzie to dla nich problemem, ale oni uśmiechają się zachęcająco.

Pojechaliśmy więc na dwa auta do centrum Bombaju, do mieszkania jednego z nich. Mogłam sobie wziąć tam prysznic i zostawić rzeczy. Potem pure vegy śniadanie. Bez mięsa, nabiału, ostrych przypraw, cebuli i czosnku… Ja siedzę przy stoliku z dziewczynami, chłopcy przy stole obok. Dziewczyny wyglądają jakby miały po 18 lat, z rozmowy jednak wynika że obie są pod trzydziestkę i oczywiście mężate. Dwóch z czterech panów to ich mężowie.

Kiedy idziemy przez Bombaj wszyscy gapią się na mnie (jak zawsze), na mnie nie robi to wrażenia, oni jednak są tym bardzo podekscytowani. Są w pewnym sensie dumni, że to właśnie oni idą z tą dziwną białą panną.

– Zaraz zaczniemy zbierać po five dollars za zdjęcie z tobą. Ale będziemy bogaci!

Czekamy na pociąg. Chłopcy w innym miejscu peronu niż dziewczyny. Wagony są podzielone na damskie i meskie, nie wolno im jeździć razem. Wagon jest szeroki, z dwóch stron ma otwarte drzwi. Oczywiście jest przepełniony po brzegi. Ludzie stoją jedną nogą w środku, druga wisi im za drzwiami, jedną ręką trzymają się rurki koło drzwi, a drugą przytrzymują dziecko czy cuś tam. Na każdej stacji tłum wychodzi popychając ze sobą też osoby które wcale wyjść nie chcą, a potem wchodzący tłum wbija cię mocno w ścianę, czy w rurkę i nie możesz oddychać. Udaje nam się wcisnąć do wagonu. Dziewczyny nie pozwalają mi stać koło drzwi bojac się że wypadnę- a ja tak bardzo bym chciała! (Stać przy drzwiach, wypaść niekoniecznie. )

Jestem zachwycona. Wagon jest przepełniony pięknymi kobietami, wszystkimi kolorami świata, zapachem ziołowego mydła i talku. Setka czarnych, błyszczących oczu wbija się we mnie, więc kręcę głową na prawo i lewo i uśmiecham się, na co zostaję zbombardowana setką perłowych uśmiechów. W takich chwilach czuję się naprawdę szczęśliwa. Kobiety mówią do mnie, że jestem beautifull, a ja to samo mówię im. Mówię im że mają piękne sukienki, piękne włosy, że całe są piękne. A one tylko kręcą głowami w tej dziwny, hinduski sposób, który nie jest ani potwierdzeniem, a nie zaprzeczeniem…Image

….

Nigdy nie przestanę dziwić się otwartości i gościnności Hindusów. Cały dzień byłam pod opieką ludzi, którzy dopiero co mnie poznali. Co więcej byli grupką przyjaciół którzy spotkali się pierwszy raz od kilku miesięcy i z całą pewnością mieli sporo do opowiedzenia sobie – spotkali się w takiej grupie na jeden dzień żeby ze sobą pobyć. A tymczasem całą swoja uwagę poświęcili mi. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w Polsce. Co gorsze, wiem, ze sama też bym tak nie postąpiła….

Koło 17 stwierdziłam, że wolę jechać troszke wcześniej niż oni do Pune. Nie chciałam robić problemów moim przyjaciołom, którzy mieli mnie przenocować. Gdybym wylądowała w Pune o 1 w nocy nie byłoby to zbyt kulturalne posunięcie. Stwierdziłam więc, że wsiądę w turystyczny autobus i pojadę sama. Moim nowi znajomi mieli mi tylko podać nazwę stacji na którą mam jechać taksówką. 

Siedzieliśmy w domu jednego z nich, piliśmy cudny chai, ja od 10 minut dziękowałam im za cudny dzień i wspaniałe towarzystwo. W końcu stwierdziłam, że idę po taksówkę. Jeden z nich powiedział, że odprowadzi mnie i wytłumaczy kierowcy co ze mną zrobić. Po czym wymienili kilka słów w hindi i wszyscy wstali i zaczęli szykować się do wyjścia. Pomyślałam, ze to słodkie, ze wszyscy odprowadzą mnie na rikszę.

Na podwórzy podeszli do auta i zaczęli się w nim usadawiać, zabrali mój  plecak i rzucili go na dach (na którym nie było bagażnika), wsadzili mnie w samochód, a raczej upchali, dziewczyny usiadły we dwie na przednim siedzeniu, my we czwórkę na tylnim. Chłopaki z dwóch stron przez okna wystawili ręce i trzymali mój plecak który leżał na dachu. Zrozumiałam, ze postanowili sami mnie zawieźć na autobus. Przy każdej dziurze, czyli co jakieś 30 sekund, śmiali się ze właśnie mój plecak spadł z dachu. Raz naprawdę się tak stało i w takt trąbiących samochodów i skuterków trzeba było wyjść z auta i złapać plecak leżący kilka metrów za nami na ulicy, prawie pod podwoziem jadącej ciężarówki. Nikogo wokół to nie dziwiło, nikt nie pukał się w czoło, niektórzy tylko się uśmiechali, inni trąbili, ale bardziej z przyzwyczajenia niż ze zniecierpliwienia. Wkońcu zaparkowaliśmy na zakazie,  ekipa wyskoczyła z auta, kupili mi bilet, upewnili się, że wsadzona zostanę do dobrego autobusu, kazali mi dzwonić do siebie jeśli cokolwiek będzie nie tak, upomnieli kasjera kilka razy, że ma zadbać o to  bym była w dobrym autobusie, wycałowali mnie jak swojego najlepszego przyjaciela i zniknęli w tłumie aut.

Spędziłam z nimi kilka godzin a czułam się jakbym znała ich całe życie. To właśnie jedna z tych cudnych cech hindusów. Wypij z nimi szklankę czaju a stajesz się im bliski jak członek rodziny.

Categories: indie | 1 komentarz

Blog na WordPress.com.