Monthly Archives: Grudzień 2011

Reklamy
Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Chiny- kwestia ludzi

Wczoraj, czekając na pociąg, poznałam tutejszego studenta. Jago angielski był świetny, on jednak twierdził co innego. Mówił cicho i nieśmiało, bojąc się że zrobi błąd.

– Jesteś bardzo dzielna. Podróżujesz sama, nie znasz języka, nie masz mapy…

Ale co w tym dzielnego, skoro otaczają mnie tak wspaniali ludzie? Może troszkę jak z innej planety, ale wciąż cudowni.

Młode dziewczęta, tak urocze, drobniutkie, ubrane lepiej niż bogate bizneswoman na 5av w Nowym Jorku – choć tutaj noszą tylko podróbki. Oglądam je  z wielkim zainteresowaniem i nie dziwię się Żółtej Gorączce jaka opanowuje zachodnich mężczyzn. Oto mają przed sobą drobniutkie, uroczo ubrane dziewczątka, które z domu wynoszą szacunek do mężczyzn i wstręt do alkoholu, są cichutkimi chichotkami, bardzo posłuszne, choć nieco foszaste. Czy to nie jest miła odmiana po samodzielnych i asertywnych europejkach? Patrzę na nie i na siebie. Tak prościej być partnerem jednej z nich niż moim. Szlajam się sama po świecie, niewyspana, w brudnych spodniach i luźnych T-shirtach, mam krótkie włosy, wielki plecak, i zaraz pewnie odpalę papierosa…kobieca do granic możliwości…

Widząc w szklanej ścianie dworca swoje odbicie, myślę że nie chciałabym spotkać teraz miłości mojego życia. Pewnie zamiast rzucić się przede mną na kolana, on rzuciłby przede mną drobne… albo mydło… Szit- Szumska! Wyglądasz jak żulewna! Taka żulowa królewna…

Jak na pocieszenie przechodzą koło  mnie chińskie laleczki, za którymi każdy zdrowy hetero oglądnąłby się kilka razy, ale jedna z nich podnosząc rękę, ukazuje bujne owłosienie pod-pachowe… chyba jednak lubię siebie…

Chłopcy w miastach są niewyobrażalnie wypacynkowani, ładni, uczesani, pachnący, często ładnie zbudowani, chodzą sobie beztrosko zarzucając sobie ręce na szyje, albo łapiąc się w pasie. To nie oznacza że sa homo. To oznacza że się lubią.

Przypomina mi się, gdy ruszyłam w tę podróż i koło dworca w Pekinie zobaczyłam grupkę takich właśnie chłopców. Ładnych, ze śniadą cerą, o którą jestem tak zazdrosna. JA- choć to był ranek i dopiero wyszłam z domu, już byłam zmęczona, spocona i w dodatku w lumpiastych ubraniach – miałam przed sobą noc w pociągu, nie ubrałam więc wyjątkowo miniówki i cekinów. Patrzyli na mnie  i ewidentnie o mnie mówili. Uśmiechnęłam się więc przepraszająco, że śmiałam pokazać im się na oczy taka właśnie.. hmmm brzydka z rana.

W odpowiedzi na mój uśmiech usłyszałam :

– You are są beautiful!!

Promieniałam. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba było. Nawet w szpilkach na Manhattanie nie czułam się tak dobrze i kobieco jak tutaj. I znów pytam – jak ja mam ich nie kochać?! (Znów ktoś mnie obserwuje i uśmiecha się, pod czas gdy ja piszę dziennik).

Chińczycy ciągle chcą mi pomagać gdyż widać wyglądam na osobę która pomocy potrzebuje. W Xian, po 11 godzinach spania na podłodze, miałam na stacji złapać taksówkę i pojechać do dziewczyny z Couch Surfingu, która miała mnie za darmo przenocować.

W pociągu poznałam chińskiego nauczyciela jezyka angielskiego, któremu wytłumaczyłam co sie dalej ze mną stanie. On stwierdził, że pewnie będę potrzebować pomocy. Wysiadł ze mną, złapał mnie za rękę i ciągnął. Rozmawiał z milionem osób, nie tłumaczył mi w ogóle o co chodzi, ciągał mnie tak z miejsca w miejsce, a ja naprawde chcialam już wsiąść do tej taxi. Już w jednej prawie byłam, gdy kierowca wyrzucił mnie ze środka, a ja myślałam, że to po prostu rasizm, albo ten nauczyciel czegoś nie ogarnia.

W końcu go zatrzymałam i poprosiłam, żeby wytłumaczył mi o co chodzi. Okazało się, że nie ma tu postoju taksówek i nie mogę wejść do żadnej z nich, bo one tu tylko stoją.Hmmmm… Nie rozumiałam nadal w czym problem, bo obca mi jest chińska logika. Grzecznie jednak dałam mu się prowadzić. Nagle puścił mnie, złapał drzwi jadącej taksówki, taksówkarz zwolnił ale nie zatrzymał się, długo ze sobą rozmawiali, ciągle w ruchu, a ja biegłam za autem i za nauczycielem i ciągle nie wiedziałam w czym rzecz… aż mój drogi nauczyciel złapał mnie i w locie wrzucił do jadącej taksówki, za mną wepchnął mój bagaż, chwile biegł koło auta i mi machał aż zniknął za tłumem podróżnych… Kierowca nie mówił po angielsku, po  chińsku też nie. W ogóle nie mówił. Tylko odchrząkiwał flegmę i pluł przez okno.

Zastanawiam się jak bym sobie poradziła sama. Czy wiedziałabym że muszę łapać jadące taksówki, a nie te stojące? Czy umiałabym mu wytłumaczyć gdzie jechać? Mimo brutalnego wrzucenia na tylne siedzenie jadącego auta, to jednak zostałam uratowana przed bezsensownym rozkminianiem sposobu działania taksówek w Xian. Znów bohater na mojej drodze uratował mój czas i energię.

Naprawdę wierze w karmę. Jeżeli dajesz dobro, dobro do ciebie wraca. Jeśli szanujesz ludzi, ufasz im, obdarzasz ich uśmiechem- na twojej drodze pojawią się tylko dobrzy ludzie. No i te Chińskie podróże tylko mnie o tym przekonują.

Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.