Początek podróży – może i nudny ale jakoś trzeba zacząć…

15/5 Indie, ashram

Dwa tygodnie zleciały jak z piczy strzelił. To niedługi czas, ale widzę sporą przemianę w ciele i duchu. Nie piję, nie palę, nie jem mięsa – czuję się więc dość lekko i przyjemnie. Przywykłam już do pogody, a może inaczej, przywykłam do tego że ciągle się pocę. Przestałam też śmierdzieć – widać organizm wydalił już toksyny i teraz jestem uśmiechniętą, spoconą lecz nie-smierdząca adeptką jogi, która nauczyła się już stawać na głowie w jednej z asan i jest szczęśliwa.

Teraz czas na podróżowanie. Mój plan, gdy tu przybyłam, polegał na znalezieniu ashramu i pozostaniu tu przez miesiąc. No ale tak jak niania ze mnie żadna, tak i joginką nie jestem, więc trzeba pakować się i pozwiedzać troszkę. Jedynym problemem jest brak mapy, przewodnika i podstawowej wiedzy o Indiach. No ale przecież jakoś sobie poradzę. Mam oczywiście w planie nadal nie pić alkoholu, nie palić i codziennie rano ćwiczyć jogę. To nie będzie trudne.

16/5 Trivandrum, Indie

Mam w notesiku namalowana piękną mapę z zaznaczonymi punktami które chce zobaczyć.

Okey, zostałam sama. Jeszcze chwilę temu siedziały tu moje znajome z ashramu, ale każda ruszyła w swoją stronę. Jestem sama. Siedzę w Tea Housie, dziwnej keralskiej knajpce dla tubylców. Czekam na Teda Tony. Poznałam go przez internet, zaoferował się pomocą, ewentualnym noclegiem, a na pewno kawą i pogaduchami.

Skończyłam jeść śniadanie, pyszne, syte, tanie. Miasto za to jest głośne, tłoczne i brzydko pachnie. Tęsknię za domem. Ludzie gapią się na mnie, na moje białe włosy i białą skórę. Piją herbatę i gapią się, jedzą ryż i gapią się, gapią się ciągle. W ashramie było tak bardzo inaczej…

Czekam na Teda Tony…

Ciekawie czy będę miała biegunkę. Kelner prawą ręką wyciera pot z czoła, a potem bierze w nią bułkę i komuś podaje… Do mojego stołu dosiadają się trzy Keralki. Nie mówią po angielsku, ale za to przepięknie gapią się na mnie, świergoląc przy tym w swoim języku, przez co mam dziwne wrażenie, ze mówią o mnie.

Czekana Teda Tony… A moze na Teda Tony’ego? Ale on się nie pojawia. To mój pierwszy dzień  za murami ashramu, więc nie wiem jeszcze że gdy Hindus mówi, że będzie o godzinie 13 to znaczy że może miedzy  14 a 15  pojawi się na spotkaniu. Po 15 minutach jego spóźnienia stwierdzam więc, że pora ruszyć. Jestem spragniona przygody.

….

Siedzę w autobusie do Cochin. Ludzie gapią się na mnie, to dziwne uczucie być tutaj samą, mieć wokół siebie tłum świdrujących, małych, czarnych oczek… Uśmiecham się do każdego napotkanego oczka, ale nadal czuję się niepewnie.

O. Właśnie po mojej nodze chodził wielki karalucho-podobny robal.  Ale ja już nie wzdrygam się na widok karalucho-podobnym chodzącym po moim kolanie. Jem rękoma z brudnych talerzy.  Nie wycieram co chwilę potu z czoła, tylko daję mu spokojnie spływać w dół. Nie przeszkadzają mi panie które usiadły koło mnie w autobusie i choć miejsca jest dla dwóch osób, one usiadły w cztery, przyciskając mnie do okna. Nie przeszkadza mi nawet to, że ta siedząca koło mnie zasypia nieomalże od razu gdy tylko siada, i jej bezwładna głowa obija się o moją lewa pierś.  Podróżowanie jest fajne- myślę sobie i jeszcze na wszelki wypadek sprawdzam czy mam moją rysunkową mapę.

Autobus rusza. Jedziemy! 

Reklamy
Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: