Indie- second round

Wrocław 3rano

W paszporcie mam wbita kolejną wizę, to już piata wciągu tego roku. Przyjemne uczucie.

Siedzę w autobusie. Już drugim. Najpierw 10 minut na piechotę. Potem autobus który miał jechać na Eurekę, a pojechał na zajezdnię. Potem 10 minut czekania. Biorę więc kolejny. -251 – i jade na Eureke. Tam przesiadam się znowu w autobus jadący na lotnisko. Trzy autobusy przez Wrocław, 2 samoloty przez świat….

Wrocław, Lotnisko, 8rano

Tego się nie da opisać! Odwołali mi lot!

Byłam na lotnisku już o 4  nad ranem.  O 6  miał być lot, o 8 powiedzieli nam, że jednak lot się nie odbędzie, o 9 oddali nasze bagaże, o 10 udało mi się docisnąć do kasy by dowiedzieć się co dalej. Co dalej? Dupa dalej! Dostałam voucher na śniadanie- 30zł i mam grzecznie czekać do godziny 17. A potem polecę  sobie dookoła świata, bo nie ma nic w prostej linii do Bombaju…

Na śniadanie jem przesolony barszcz, niesmaczną kawę i nawet dość dobrą bułkę z tuńczykiem.

Obdzwoniłam rodzinę żaląc się i uskarżając. Mama powiedziała- nie leć więc. Bilet przepadnie, ale bez sensu spędzać w sumie 3 dni w podróży, by w Indiach pobyć również trzy dni….

Nie spodobała mi się ta opcja, choc byłam zmęczona i chwilowo ją rozważałam.

Moja siostra za to powiedziała coś mądrego- tak czasami nawet jej się zdaża: lepiej nie wylecieć niż nie wylądować.

Ejmen siostro!

Nadal Wrocław

Jest godzina 16. Jestem w tym samym miejscy co 12 godzin temu. Na tym samym krześle. Na prawo od bramki. Mam 13h opóźnienia. Smutno mi… Dzisiejszy bilet po zmianach kosztował 6 tysięcy złoty, ja go mam „za darmo”… opłacony jest moim zmarnowanym czasem i smutkiem.  Więc nie pociesza mnie za bardzo taka myśl. A zaraz po niej, mam kolejną – jeszcze gorszą. Przede mną 18 godzin podróży, dwie przesiadki (więc jednak trzema samolotami przez świat), w tym jedna z ponownym nadaniem bagażu i odprawą….  W sumie moja podróż wyniesie …. hmm… 13+18=31. 31 godzin. Czy ja mam we krwi zapisane te nieoczekiwanie długie podróże? Czy to jest jakaś lekcja dla mnie? Jedyne czego się tu uczę, to to żeby nie latać z LOTem…

Frankfurt

Samolocik był naprawde malutki. Tak małym jeszcze nie leciałam. Całą drogę trząsł się i podskakiwał. Trzeba być naprawde dzielnym samolocikiem żeby zmierzać się z taką przestrzenią.

miałam wylecieć przed wschodem słońca, a wyleciałam grubo po. Co z tego że dostałam darmowe posiłki, jak nic nie wróci mi straconego dnia… nawet pierogi ruskie.

Jako posiłek w samolocie dostaliśmy bułkę, taką polską, biedną, z musztardą i żylastą szynką. I korniszonem.

Siedze na lotnisku we Frankfurcie i żuję ją pomału,  ma konsystencję gumy…

Lotnisko we Frankfurcie pachnie luksusem. Drogie firmy kuszą napisami „Duty free” ale ceny i tak są daleko poza moim zasięgiem finansowym. Do kawiarenek nawet nie zaglądam. Nie kusi mnie kawa, która pachnie jak szalona i kosztuje 10 euro (też jak szalona!). Pozostaje mi metalowe siedzenie i gumowata bułka.

Tak to już jest z moimi podróżami. Zarabiam, oszczędzam, czasami troszkę przygłoduję- żeby uzbierać na bilet, a potem na miejscu, jakoś to będzie. Ludzie ciągle myślą, ze trzeba mieć milion monet żeby podróżować. Owszem, jeśli śpisz w hotelach, jesz w restauracjach i masz wynajętego przewodnika i zaplanowany przez jakieś biuro podróży każdy dzień- to tak – zapłacisz milion monet. Ale jesli kupisz w porę bilet lotniczy, a na miejscu śpisz w pociągach, albo nie śpisz, albo śpisz u nowo poznanych ludzi za darmo, jesz na ulicy obiady za 1zł, a podróżujesz kursowymi autobusami -to w kraju takim jak Indie przez miesiąc wydasz 100 euro.

Ale wiąże się to z ciężkimi warunkami i super przygodami przy okazji.

Rozglądam się wokół, ciekawa myśl przebiega mi  przez głowę. Zmienili mi kompletnie trasę lotu, miałam jechać przez Monachium do Bombaju, a lecę przez Frankfurt, potem Delhi, a na koniec Bombaj. Zmienili mi czas odlotu. mam opóźnienie. Ale pierwszy raz pod czas przesiadki  czuję się kompletnie spokojna. Nie martwi mnie czy zdążę, czy znajdę swój terminal, bramke itd. Czyli jednak da się przyzwyczaić to tego. A po drugie, włączyła mi się już moja podróżnicza filozofia (oh, jakże ja cierpię że nie ufam jej do końca w ojczyźnie) – co ma być to będzie i nie zmienisz tego nerwami ani płaczem, więc przyjmuj wszystko jako to, co konieczne i dobre dla ciebie.

Ktoś powiedział, że lotnicze przygody są nieodzowną częścią podróżowania, są wisienką na torcie. Szkoda, ze ja po prostu nie lubię słodyczy. Zwłaszcza gdy ty lecisz do Bombaju a twoja torba do Las Vegas, Ale to mi się jeszcze nie zdarzyło. Odpukać -puk, puk, puk ….

cdn…

Reklamy
Categories: dom, indie | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: