gówniana historia

Październik. Weschester. USA

Na pierwszy rzut oka mam tu dość monotonne życie. Mieszkam w domku typu „Ania z Zielonego Wzgórza”, pełnym tajemniczych skrytek i zakamarków, które zwiedziłam już pierwszego dnia. Mam malutki pokoik tuż obok schodów do piwnicy. I tu wysyłam słowa pełne wyrzutów do reżyserów horrorów, którzy zawsze umieszczają najgorsza akcję w takowej piwnicy, w takowym starym, amerykańskim domu. Póki co jednak, duchy małych dziewczynek nie dają znaków „życia”.

Dom położony jest na wzgórzu, u podnóża jest jezioro, na które mam widok z okna, potężne drzewa skłaniają swoje ciężkie gałęzie ku ziemi, a wszystko ozdobione jest złotem jesieni. Ach, jakże pięknie!

Nowy Jork jest szybki, durny, wspaniały, szalony, szybki, uśmiechnięty, szybki, kochany, mój, mój, mój!!!

Marzy mi się iść na kurs aktorski do Lee Strasberga, ale:

1) bardzo drogo

2) mogę się po prostu nie dostać ( z powodu braku talentu lub braku komunikatywności w języku angielskim)

3) Szefowie-rodzice nie bardzo chcą się na to zgodzić- wiązałoby się to z dość sporą ilością wolnych weekendów dla mnie. A przecież w weekendy oboje są w domu, czyli dzieci muszą być po za domem. Bo mimo ze rodzice bardzo kochają swoje dzieci, to wolą je jednak kochać z rzadka i na odległość.

Zobaczymy… Tak w ogóle to nie znam tu jeszcze nikogo, zaszyłam się na tym wzgórzu i mam taki
troszkę czas przemyśleń. Sama nie wiem czemu często bywam smutna.
Zdradzę  w tajemnicy, że chyba nie wiem co zrobic ze swoim życiem,
kim być, co studiować, czy konczyc lalkarstwo, czy walczyć o strasberga,
czy starać się tu studiowac i zostać, czy wracać nawet zaraz do
domu…..
Choć brzmi to patetycznie „Nie wiem co robic ze swoim życiem”…To przytłacza mnie to troszkę i przez to nie potrafię cieszyć się do końca tym nowym światem.

A Świat jest rzeczywiście nowy i inny. Zmęczona jestem tym
niemiłosiernie. Nawet otwarcie lodówki i znalezienie czegoś do
jedzenia – co po pierwsze wiem czym jest, a po drugie nie jest puszką
coli, nugetsami albo pizzą – to wszystko powoduje że jestem padnięta.
Prowadzenie auta gdzie prędkość podana jest w milach, a przy drodze
stoją kompletnie inne znaki drogowe… ciągle inny język. to naprawdę
wymaga koncentracji. A jak kiedys powiedział pewien człowiek za którym
bardzo tęsknie „Kolor włosów zobowiązuje…” Więc można sobie
wyobrazic jak zmęczona bywam wieczorami.

Atrakcji dostarczają mi bliźniaczki. Niech to będzie Anne i Kate. Kate jest przebojowym dyktatorem, ale uwielbiam ją. Jest strasznym łobuzem, ale mamy sztamę i łobuzujemy razem. Anne jest zupełnie inna. Anne jest cicha i spokojna, ale uparta i bardzo złośliwa. Co najgorsze matka widzi je zupełnie inaczej i nie dociera do niej, że jej ukochana Anne może zrobić coś złośliwego. A skubana robi tak często.

Największy jednak problem mamy na lini kupy. Pierwszy raz w moim życiu kupa stała się problemem wręcz metafizycznym. Ustalam pod nią czasami harmonogram  dnia, zabawy, miejsca, zdarzenia… co gorsza to nie moja własna kupa mną rządzi, to kupa małego dzieciaka potrafi wyprowadzić mnie z równowagi.

Rzecz w tym, ze Anne po pierwsze i najważniejsze – boi się robić kupę w toaletach publicznych. Wiec gdy jedziemy na cały dzień na farmę, która jest takim mini zoo, to muszę wziąć pod uwagę, ze zaraz po KUPieniu biletów, będziemy musieli pakować się  z powrotem w auto i wracać na kupienie” do domu. Najbardziej dla mnie przerażające jest to, że mówi mi o tym w momencie kiedy kupa jest w fazie świstaka- „świstak wystawia nosek z norki”. Mamy w tedy ekstremalnie mało czasu by w porę dosięgnąć domowego zacisza.

Pisze o kupie, ale warto tu napisać że motyw kupy wcale nie jest taki znowuż trywialny. Ponoć syn Stalina zginął w więzieniu prze własną kupę, o czym Kundera napisał dość sporo lirycznych wręcz słów. Nie wolno wiec bagatelizować takowych spraw.

Z drugiej strony szkoda mi było dziewczynki. To był ewidentnie dla niej problem, było jej przykro że psuje nam dzień, ale mimo to za nic nie dało jej się namówić na toalety publiczne, które były naprawdę urocze i eleganckie. Na przykład ta w bibliotece, z Kubusiem Puchatkiem uśmiechającym się i machającym łapką, i kotkiem na ścianie naprzeciwko, na wysokości oczu siedzącego. Cudne towarzystwo kupowe, i tyle!

Amerykańskie toalety, czesto wyposażone też w rozdrabniarki, pod czas spłukiwania wydają tak monstrualnie głośny dźwięk, że parę pierwszych razy też podskakiwałam na to ze strachem. Ale ja przywykłam po kilku dniach, a Anne nie przywykła nawet po 5 latach…

Postanowiłamw wziąć sprawy we własne ręce (choć brzmi to dość obrzydliwie).

Kate w bibliotece grała w edukacyjne gry na komputerze, Anne kręciła się wokół półek z książkami.

– Meg. Muszę jechać do domu- powiedziała Anne. Siet! Dopiero co usiadłyśmy, na dworze padał deszcz, a Kate spojrzała na mnie wielkimi oczami pełnymi łez. Nie chcę mieć tu płaczącej Kate, i sama nie chcę wychodzić na zimny deszcz.

– Anne, skarbie, może zrobimy kupsztala tutaj? W bibliotece?

– To ja już nie chcę. – Odpowiedziała, a ja wiedziałam czym to się skończy. Na kaczy kuper! Następnym razem ubiorę jej pampersa i będzie tak chodziła, pomyslałam. No ale to następnym razem, a teraz trzeba było coś z tym faktem zrobić.

– Anne, choć spróbujemy. Będe ciągle z toba i nie zamkniemy drzwi wiec będzie super, będziesz widziała tego chłopca co układa klocki, i twoją siostrę przy komputerach… będzie fajnie.

Anne daje mi rączkę i nieprzekonana idzie pomału w stronę toalety. Gdy otwieram drzwi, mała wyrywa się i daje nura między książki.

Szukam jej. Kate gra. Anne zniknęła. W głowie mam burzę myśli, jak ją mam przekonać, ze wydalanie w bibliotece jest super?

– Anne, pamiętasz Mulan? – Kiwa główką że tak.- Chcesz być taka jak Mulan? – Dobrze wiem, ze uwielbia tę bajkową postać, dlatego sprytnie o niej wspominam – i myślisz że Mulan bałaby się toalety? Kurczę Anne! Ona walczyła sama z całą armią Mongołów, a Ty sie boisz toalety? Dawaj, pokonamy kibelek, jak Mulan pokonała złe wojska!

Mała idzie ze mna do toalety, udaje mi się nawet zamknać drzwi, żeby nikt nie oskarżył mnie o pedofilię czy cokolwiek…. Mała siada na samym skrawku toalety, ja klękam przed nią, ona zarzuca mi rączki na szyję, wtula głowę w moje włosy i ściska mnie strasznie mocno.

yyyyyy…. dość to dziwne. Rzekłabym  „akward”… No ale ja przekonuje samą siebie, żeby nie uciec. Mała przekonuje samą siebie żeby nie uciec. I tak siedzimy / klęczymy ciągle nieprzekonane ale juz wsiąknięte w całą historię i bez drogi odwrotu. W końcu mała kończy, puszcza mnie ucieka z toalety w drodze podciągając spodnie i krzycząc- nie spuszczaj jeszcze wody! nie spuszczaj bo się boję!

Wow! Mój pierwszy  sukces wychowawczy. Byłam taka dumna z siebie i z Anne że nagrodziłam nas pysznymi lodami od Billa.

W ciągu trzech miesięcy dziewczynka nauczyła się normalnie korzystać z toalet, bez stresu, uciekania, namawiania i pomocy. Byłam z siebie dumna, ale z drugiej strony było to takie smutne, że rodzice przez 5 lat nie potrafili znaleźć czasu i chęci by pomóc swojemu dziecku normalnie się rozwijać. Nie znaleźli czasu, ale znaleźli super nianię…

Reklamy
Categories: U.S | 1 komentarz

Zobacz wpisy

One thought on “gówniana historia

  1. Anna Opalińska

    GRATULACJE!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: