Dzień Ciszy w Ashramie

Indie, Kerala, dzień 5 (może 6, nie wiem)

Nic nie dzieje się natychmiast.

Tak jak na czas w ashramie odstawiłam na bok komputer, makijaż i papierosy, tak powinnam odstawić razem z nimi moje nerwy. Aż ściska mnie w macicy gdy po 10 minutach medytacji nie czuję w sobie energii kundalini, a właściwie to nic nie czuję, nawet ścierpniętych nóg, tylko tego komara ssącego krew z łydki. Zaczynam się irytować. Każdy dźwięk mi przeszkadza. Cała pulsuję złością i rugam się w głowie, że trzeba być skończonym palantem by być w Indiach, być u źródła i nie móc się w końcu skupić i zacząć medytować. I co z tego, ze ludzie uczą się medytacji latami? Ja nie mam na to czasu. Ja chcę teraz.

Druga sprawa, zachowuję się jakbym była Julią Roberts, ale nie tą  z „jedz, módl się, kochaj”, tylko tą na rozdaniu oskarów. Łażę po całym ashramie z amerykańskim uśmiechem, rozmawiam z każdym, każdego zaczepiam, wszystkich rozśmieszam. Dostałam nawet przydomek Słoneczko. Czasami nawet komuś się zdaży na mój widok zaśpiewać „here comes the sun tu ru ru ru”. I to wszystko cieszy bardzo mnie i moje narcystyczne wnętrzności, ale gdzie jest to cholerne skupienie? Szumska! Przestań gwiazdorzyć chociaż tutaj, chociaż w tym miejscu i skup się na sobie, na tym co czujesz, co myślisz, co chcesz osiągnąć przez ten czas.

Postanowiłam zrobić sobie następnego dnia „Dzień Ciszy”. I przez cały dzień nie mówić ani słowa. To będzie super!

….

Co tydzień  w sobotę organizowany jest Pokaz Talentów. Każdy może zaśpiewać, opowiedzieć coś, zatańczyć, zrobić cokolwiek – dla zabawienia tłumu. Już wiem, że to będzie świetna próba dla mnie. Bowiem Pokaz Talentów i mój Cichy Dzień zbiegają się czasowo, więc nie będe mogła szaleć na scenie z myślą „jestem gwiazdą, gwiazdą!”, tylko w kącie świątyni będę siedziała w skupieniu i ciszy. Bardzo dobrze się wszystko ułożyło. Pani Szumska! To piękna próba będzie dla pani!

….

Jak to mówią: „Ty masz plan, ale bogowie mają lepszy…”

Pod czas SatSang nasz Nauczyciel opowiedział troszkę o sobotnim wieczorze, o tradycji dzielenia się swoimi talentami i poprosił by każdy kto ma tylko ochotę, zgłosił się.

– Ale najpierw musimy wybrać osobę prowadzącą całą imprezę. Proszę śmiało niech ktoś się zgłosi. – Cisza. Każdy spuszcza oczy patrząc w swoją matę do medytacji.

– Śmiało. To naprawdę fajna zabawa, choć potrzeba odwagi scenicznej i organizacji. – Cisza. Uśmiecham się do siebie. Jaki los jest przewrotny. Pewnie już dawno zgłosiłabym się do tego, ale nie dzis, nie w momencie gdy już coś sobie obiecałam.

– Słoneczko niech idzie – pada z tłumu.

– Własnie, Meg się nadaje.

– Meg nie bądź taka skromna, zgłoś się.

Co raz więcej osób podnosi wzrok i patrzy na mnie. Nauczyciel uśmiecha się łągodnie i pyta co ja na to.

– Bardzo chętnie, ale jutro akurat mam Dzień Ciszy i nie mogę mówić. – Patrzę na wszystkich przepraszająco.

– A gdyby nie to, to chciałabyś? – pyta nauzcyciel.

– Jasne, że tak. Lubię scenę ( a scena mnie – śmieję się w duchu).

– Świetnie. To masz jutro dyspenzę na ciszę. Nie musisz robić cichego dnia. Ja zrobię to za ciebie i wyslę ci moją dobrą energię i ciepło. Załatwione. Meg ma do jutra zebrać osoby chętne do występów i poprowadzić jutro nasz Pokaz Talentów.

Brawka. Moi znajomi uśmiechają się zadowoleni, że załatwili mi taką fajną fuszkę. A ja uśmiecham się głupkowato, bo właściwie to po co coś planować, skoro i tak życie weryfikuje moje plany?

Siadam na swoim twardym łóżku, jestem zmęczona. Tak bardzo zmęczona rannym wstawaniem, wielogodzinną jogą, sprzątaniem kibelków, upałem, pająkami i robalami w dormitorium, i tymi dwoma posiłkami dziennie.

Pisze do mamy sms: kochana mamo, jestem wykończona, brudna, nie wiem co tu robię, siedzę na twardej pryczy, po ścianie biegają jaszczurki, ja pocę się jak dzik i kocham was, i tęsknię w tej dżungli durnej. Wasza G.

Kładę się spać. Rano sprawdzam telefon. Jest wiadomość od mamy: Jestem z ciebie dumna.

Robię w życiu wiele rzeczy: oddaję honorowo krew, pomagam bezdomnym, wygrałam wiele konkursów, założyłam w liceum koło teatralne, dostałam się do szkoły teatralnej, zdjęcia które robię pojawiają się na bilbordach, w Stanach dostałam się do elitarnej szkoły na kurs aktorski… Zrobiłam wiele rzeczy z których można być dumnym. Ale nie, moja mama pisze mi to w momencie gdy pocę się na pryczy, na czole mam pryszcza, jestem sama w Indiach i umieram ze zmęczenia. Moja mama jest z dumna właśnie z tego!

I tak sobie myślę, że to całkiem miłe…

Reklamy
Categories: indie | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: