Jeżeli wydaje ci się że śmierdzisz, uwierz mi- nie wydaje ci się…

Poniedziałek, 2 Maja 2011, dzika dżungla w Indiach

Śmierdzę. Sama to czuję i na dodatek oszukuję się, że tylko ja to czuję… Biorę prysznic. Wycieram się durnym ręcznikiem szybkoschnącym, którego patent polega na tym, że nie wchłania wody, więc jestem nadal mokra. Po 5 minutach nie wiem czy jestem mokra od prysznica, wilgoci w powietrzu czy potu. Ubieram się w czyste ciuchy i juz mam wrażenie że są brudne.

3 dzień w Indiach… Nie cierpię tej pogody! Nie cierpię wentylatorów które nie wentylują i klimatyzacji której nie ma, i komarów które są i jako jedyne- działają sprawnie…

Mam za sobą dwie nieprzespane noce. Lwy w pobliskiej dżungli w nocy chyba świetnie się bawią i najprawdopodobniej parzą się przy okazji tych zabaw, bo ryki i ochy i achy nie dają mi spać. A jak już po dobrym seksie lwy idą spać, to gekony które łażą po naszym dormitorium piszczą i komunikują się ze sobą. Pewnie też szukają panny by ją przeleciec. Wychodzi na to, że tu wszyscy się bzykają, włącznie z komarami, tylko nie ja… No ale to jedna z idei ashramu. Więc grzecznie leżę pod obleśną moskiterą i drapię się wszędzie, bo mam wrażenie, ze robaki świata są akurat w moim łóżku i w moim śpiworku i robią sobie dyskotekę na moim ciele…

Niewyspana wstaje o 5 rano, biorę zimny prysznic pod czas którego staje oko w oko z jednym z gekonów. Śpi zadowolony na ścianie, a ja nienawidzę go jeszcze bardzie. Dobry sex był, a teraz dobry sen… A ja już na nogach. Powietrze jest cudowne, 5.30 to jedyna pora dnia, kiedy można normalnie oddychać, nie dusząc sie za mocno. Rozkładam karimatę na dachu, czuje zapach kadzideł. Zmęczenie mija, czuję taką świętość, czuję się jakbym była wybrańcem na świetej ziemii. Wokół co raz więcej osób, wszyscy w milczeniu siadają na matach, krzyzują nogi, zamykają oczy. Nauczyciel cichym, niskim głosem prowadzi nas przez stopnie medytacji. Oddychaj. Wyszyść umysł. Nie myśl o niczym. Jesteś jednością z kosmosem. Poczuj energię wszechświata… nie myśl, oczyść umysł, twoje myśli odlatują, znikają…

– Motyla noga! Jak mam nie myśleć – myślę sobie –  skoro ktoś ciągle gada i mówi mi co mam robić?! Przecież muszę go słuchać, analizować i wypełniac to co mówi, więc mój mózg jest na pełnych obrotach, a mnie to złości i wkurza i zamiast super spokoju i kontaktu ze wszechświatem mam nerwa i spięte mięśnie. I jeszcze te cholerne komary! – Drapię sie co chwilkę to w nogę, to w dupcię, to w szyjkę…

– Dobra! Stop! Medytuj ty badylu z Polski! – W końcu nauczyciel skończył gadać i dał nam 25minut czasu na medytację w ciszy. Wzięłam głęboki wdech. Wsłuchałam się w dźwięki dżungli, poczułam swieżość poranka, zmęczenie odeszło, mięśnie się rozluźniły, umysł oczyścił.

– Jesteś naprawdę w tym dobra- pomyślałam – Wow, nie wiedziałam, że tak szybko ci to pójdzie, może powinnaś zrobić jakiś kurs i zająć się medytacją zawodowo, robić na tym hajs i czerpać z tego przyjemność… no, no, już trzeciego dnia taki relaks i oczyszczenie umysłu….

– Ale, ale! Jakie oczyszczenie jak ciągle gadam do siebie? Kurka uspokój się. No przestań myślec. Jeżuuu jaka jesteś beznadziejna. Do tego noga ci cierpnie. Nie wytrzymasz.

– Co? Ja nie wytrzymam? Wytrzymam. Boli, bo boli ale zaraz stracę czucie i przestanie boleć.

– Ty! Ale jeśli stracisz czucie i będzie ci trzeba amputować nogę?

– Nie bądź śmieszna, nie zrobie sobie krzywdy, ale z drugiej strony wiesz, jak nie wiesz?…

Dość tego! Otwieram oczy, prostuje nogę i masuję stopę. Boli jak cholera. Rozglądam się. Wszyscy siedzą skupieni, medytują. Tylko ja pękłam. Zostało mi 2o minut czekania na pozostałych…

Po medytacji i porannej pieśni śpiewanej w sanskrycie (tak, śpiewam w sanskrycie i jaram się tym), mieliśmy dwie godziny jogi. Moja chora ambicja nie pozwoliła mi iść na zajęcia dla początkujących, choć właśnie początkująca jestem. Jak to mówią, lepiej być ostatnim wśród najlepszych, niż pierwszym wśród najgorszych… Czy jakoś tak. Zakwasy marszczą mi już mózg, no ale przecież nie wrócę do beginersów!

Po jodze spotkanie a propos karmy jogi. Karma joga to po prostu praca na rzecz ashramu. Mówi się, że gdy pomagasz to wysyłasz do wszechświata dobrą energię i ona do ciebie wraca podwojona. Mamy wiec ochoczo pomagać ashramowi i wierzyć że przyniesie nam to szczęscie i radość (ta yhy, chyba w przyszłym życiu…) Zebranie trwa, do zbierania śmieci rzucili się prawie wszyscy, to najszybsza i najmniej zajmująca karma. 5 minut dziennie i z bańki. Ja siedzę ze spokojem tybetańskiego mnicha i z myślą- będzie co mi los chce dać. Postanowiłam tak włąśnie podchodzić do życia, nie szarpać się, nie spinać. Nie walczyć z innymi. Po prostu pracować wytrwale i godzić się z darami losu. Widzę że co raz więcej osób wychodzi mając jakies zadanie. Ci są od śmieci. Ci są od rozdawania herbaty. Ci sa od służenia w jadalni. Ci od przygotowania kaplicy. Ciekawe co zostanie dla mnie. To w sumie niezła zabawa, taka ruletka… indyjska ruletka. Zostałam sama, nauczyciel podchodzi do mnie, klepie mnie po ramieniu.

– Dla ciebie zostało czyszczenie toalet – uśmiecha się i wychodzi.

Reklamy
Categories: indie | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Jeżeli wydaje ci się że śmierdzisz, uwierz mi- nie wydaje ci się…

  1. Anna Opalińska

    i to się nazywa good luck 😀

  2. Badyl

    Jakby mnie ktoś zagranicą nazwał „badylem z Polski” to bym się chyba obraził 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: