Oni nie śmieją się że piszesz innym rodzajem pisma, ale z tego że po prostu brzydko piszesz

Utknęłam. O co w Chinach nie trudno. Zwłaszcza gdy jedzie się w podróż bez przewodnika, mapy i znajomości kraju.

Utknęłam w mieście niewielkim, kilkomilionowym, gdzie nie ma nic ciekawego do zobaczenia.

No, może inaczej. Od godziny 10tej rano, czyli od momentu wjazdu pociągu na peron, jestem tu największą atrakcją. Nie widuje się tu wielkich i białych, bo wielcy i biali nie mają tu co widywać.

Super wygodne sandały eco, przez dwa „c” wcale nie są tak super wygodne. Na piętach mam wielkie, bolesne pęcherze. Marzy mi się prysznic, ale jedyna woda na jaką mam dzisiaj szansę to ta w butelce.

Śmierdzę. Co w krajach azjatyckich niestety się zdarza, zwłaszcza gdy jest się w podróży od ponad 30h, bez godnego spania i kąpania…

Jest chyba godzina 15… nie wiem. Jedyne źródło czasu- telefon – padł jak Janek Wisniewski, a ja, jak przystało na super przygotowaną podróżniczkę, nie mam ładowarki, ani tym bardziej zapasowej baterii.

Ważna w tym momencie sprawą jest wytłumaczenie przymiotnika „chiński”. Pojawi się tu często, a oznacza tyle co ciasny, tłoczny, niezorganizowany, kolorowy, kuriozalny, troszkę śmierdzący i nielogiczny… Coś w ten deseń. Więc zamiast pisać ciasny, tłoczny, niezorganizowany, kolorowy, kuriozalny, troszkę śmierdzący i nielogiczny, wystarczy że napiszę „chiński” i wiemy o co chodzi.

Kiedy to piszę siedząc na kamiennej posadzce, oparta o potężną kolumnę dworca, nachyla się nade mną staruszek bez zęba na przedzie i z zainteresowaniem śledzi moje koślawe literki (które są niczym przy ich dostojnym piśmie) Uśmiecham się, on też (nie tylko pierwszego zęba mu brak), mówię mu: Ni hao! – on odpowiada tym samym i odchodzi.

O! drugi pan! Bez jedynek i dwójek ale za to ze srebrnymi trójkami. Zagaduje mnie po chińsku, a ja umiem tylko odpowiedzieć „wo bu dą” czyli „nie rozumiem”. On z zadowoleniem przysuwa się i wiem już, że nie tylko ja nie widziałam od dawna prysznica. Podsuwam mi karton cherry’sun i prosi bym coś napisała. Piszę więc: I love you. You are perfect. Może ktoś mu przetłumaczy i będzie mu miło. On pozwala użyć mi kartonu jako stołu, a obok mojego zeszytu kładzie komórkę z chińską muzyczką. Już jesteśmy przyjaciółmi.

Ludzie na mojej drodze (oh, jakże chińskiej!) bardzo szybko staja się moimi przyjaciółmi, za to że jeszcze nie zginęłam potrącona przez rikszę, rozdeptana w pociągu, zagłodzona na śmierć i zagubiona( no dobra, teraz jestem zagubiona, ale tylko tak troszkę). Obserwują mnie, gapią się, a ich pomarszczone, ciemne twarze i przenikliwe oczy świdrują mi wnętrzności, ale wystarczy że się do nich uśmiechnę i zaraz obdarzają mnie najbardziej promiennym, często bezzębnym uśmiechem dziecka. Jeśli mam jakiś problem ( a mam je tutaj non stop, moja podróż składa się z samych problemów, mogę rzec, że moja podróż to jeden wielki problem) wiem, że ktoś mi pomoże. I choć bariera kulturowa i językowa jest ogromna, to ta magia która przytrafia się podróżnikom, pozwala nawzajem się zrozumieć. Albo przynajmniej stwarza takie przyjemne złudzenie.

Podnoszę głowę znad zeszytu i widzę tłum złożony z trzech pań sprzątających, strażnika, student, kilku podróżnych i kilku przypadkowych gapiów. Stoją nade mną w półkolu i gapią się. Od czasu do czasu wymieniają kilka słów i znów się gapią. Chciałaś sławy? Masz życie celebrytki – pomyślałam. Uśmiechnęłam się więc, czerwieniąc się troszkę z zakłopotania. Widząc że na moje „wo bu dą” nie dają za wygraną i dalej stoją nade mną, postanowiłam sięgnąć po rozmówki angielsko- chińskie. Pokazywałam im zdania a pan ze srebrnymi trójkami, czując się już moim przyjacielem ( przecież podpisałam mu karton, a on mi puścił muzyczkę) czytał na głos to co mu pokazałam. Śmiali się za każdym razem. Raz pokazałam zdanie: jestem z Polski – śmiali się. Drugie zdanie: jestem tu sama – śmiali się. Jestem turystką – śmieją się. W tym kraju są bardzo dobrzy i mili ludzie – pokiwali ze zrozumieniem głowami. Był to cudny i życzliwy tłum, ale celebrytka ze mnie żadna, więc zmęczona ciągłymi pytaniami, nie mogąc znaleźć naprędce zdania „gdzie jest restauracja” pokazałam zdanie” jestem głodna”, co miało być równoznaczne z tym, ze sobie idę. Nie zdążyłam schować zeszytu, gdy student postawił przede mną torbę pełną chińskich przysmaków włącznie z kaczymi języczkami na ostro, pani sprzątająca dała mi jabłko, a pan bez zębów podał mi swoją butlę z wodą. Spojrzałam na nich jak na kosmitów. Kto, pytam się KTO w Polsce zrobiłby coś takiego? I dlaczego, pytam się DLACZEGO, ci ludzie tak bardzo mnie szanują, tak bardzo mi pomagają, tak są przyjaźni i mili. W Państwie gdzie za 4$ trzeba przetrwać cały dzień i wyżywić siebie i rodzinę. Gdzie 3miliony ludzi to mało, a 700 km to niewielki dystans. Gdzie nawet klatka schodowa jest tak wielka, ze można być tam anonimowym, i nawet w windzie można się zgubić… Jestem sama jak palec, nikt nie wie (nawet ja sama) gdzie jestem, nie mam kontaktu ze światem, komórka zdechła a fejsbuk jest zablokowany w całym państwie, jestem świetna kandydatką na porwanie, zgwałcenie i sprzedanie na organy, a mimo to czuję się bezpiecznie jak u babci na obiedzie. I choć cały dzień spędziłam w mieście gdzie trafiłam przypadkowo i gdzie najnormalniej w świecie utknęłam czekając na kolejny pociąg, choć zamiast zobaczyć przepiękny park krajobrazowy, siedzę na płytach kamiennych i nie widzę nic prócz chińskiego bałaganu, choć nie mam pojęcia w jakiej części chin jestem i co mnie dalej czeka- dzień ten uważam za jeden z cudniejszych. Bo co z tego, że mogłam go spędzić w turystycznym pięknym miejscu i wrócić z milionem super fotek. Ja spędziłam go z turbo kosmitami, którzy okazali się być najlepszymi towarzyszami niedoli.

No i zawsze, gdy ktoś będzie popisywał się opowieściami z Chin, ja mogę zapytać:

-A byłeś może w Mian Yang? – i mieć pewność, ze zaraz dodam – No widzisz, a ja byłam 😀

Reklamy
Categories: chiny | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: