Let’s rock ;)

Przez rok można wiele stracić (np. pieniędzy) i wiele zyskać (np. kilogramów). Rok, jak to rok zapętla się i kończy, przechodząc w nowy. Na całe, kurczę,  szczęście bo przy tak intensywnym traceniu i zyskiwaniu byłabym teraz bankrutem z nadwagą.

Przyszedł czas na podsumowania. Na zebranie wszystkich zapisanych notesów, kalendarzy, karteczek i serwetek i uporządkowanie wiadomości i przemyśleń. Nie będzie to nic mądrego- nawet bym nie śmiała pisać mądrze. Do tego trzeba mieć głowę i dar. A ja mam głowę, ale blond, i dar ale do dziwnych przygód. I do jedzenia – to mój ulubiony dar. I jeszcze kilka innych darów chyba też mam- nie mnie to oceniać.

Rok temu sprzedałam auto. Wynajęłam mieszkanie. Pakowałam się na rok, ale w głowie i sercu wiedziałam, że być może na zawsze. Nowy Jork brzmiał tak kusząco, że nie wierzyłam żebym stamtąd kiedykolwiek wróciła. „Niania w Nowym Jorku” – to takie filmowe! … Siedząc teraz w mojej kuchni, a raczej kuchni mojej mamy, patrze na wielki kalendarz ścienny, gdzie pod datą 27września 2011r wpisałam kiedyś słowo „powrót”. Niedawno ktoś dopisał – „ale skąd?” Zajęło mi chwilę zanim ogarnęłam, skąd to ja miałam wracać tego 27 września i w takim razie co ja do diabła tu robię wcześniej?! No tak, wracać miałam z NYC po wspaniałym czasie tam spędzonym, z milionami dolarów, szkoła aktorską na koncie i ze słowami- mamo, siostro, bracie- kocham was, ale zaraz mam samolot do NYC- tam jest mój dom…

Jak to się więc stało, że zamiast siedzieć w mieście marzeń i robić karierę na miarę Marylin Monroe, ja zdążyłam oblecieć w samotności Indie, szukając siebie w ashramie, a potem szukając przygody po za nim? A potem w Chinach gubić się i spać na podłodze w pociągu, myśląc że jadę na północ a lądując na samym południu? Albo w Wietnamie jedząc robaki? I jeszcze ten Nowy Orlean który pokochałam na życie. I pola herbaty w Munarze. I skok na bungee nad Wielkim Murem? Jak to się mogło stać? Bo może Marylin Monore ze mnie żadna, za to jakaś wersja Kolumba, no albo chociaż Kazimierza Nowaka we mnie siedzi.

Jedno wiem na pewno, jak już raz wyszłam za przysłowiowy próg,już nigdy nie usiądę na przysłowiowej pupie na długo. Zmieniły mi się priorytety. Zmieniły mi się zainteresowania. Pozbyłam się lęków i fobii. Nauczyłam się pokory i cierpliwości (oh, jakże mi ich było potrzeba!) Poznałam cudownych ludzi.  Przeżyłam niezwykłe przygody. A to dopiero początek.

Nie będzie to blog pisany o moim życiu teraz. Będzie to ujawnianie moich tajnych teczek, w których na bieżąco pisałam z pryczy w Indiach, z pociągu w Chinach, na serwetce w Wietnamie, na kanapie w USA. Nie będzie ciągłości – może czasami. Będzie za to prawda. O tym, że nie jest tak kolorowo i łatwo, o tym że nie wygląda się tak pięknie jak Wojciechowska na swoich zdjęciach z podróży robionych przez wykwalifikowanych fotografów, że człowiek poci się, bo jest 50stopni, że czasami śmierdzą nogi tam na dole, ale oczy błyszczą tu u góry – i to jest najważniejsze.

Reklamy
Categories: Uncategorized | Tagi: , , , , | 4 komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Let’s rock ;)

  1. jacek

    Ładnie prawie płakałem, pewnie za rok czy za 2 pojedziesz w moje ulubione miejsce JAMAJKA 😛

  2. Chciałabym… i nie mam odwagi… Powodzenia więc Tobie!

  3. Doczekać się nie mogę, z uwielbieniem słuchałam twojej prezentacji na Żywiołach 🙂 Umieram, zdycham, tarzam się po ziemi ze zniecierpliwieniem, bo liczę cichutko na podobne podróże 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: